Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 297
» Najnowszy użytkownik: 1win_gqpr
» Wątków na forum: 2 041
» Postów na forum: 11 699

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 99 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 98 Gość(i)
Google

Ostatnie wątki
Cykl po zawody <3
Forum: DOPING
Ostatni post: sigalkoks
24.03.2024, 13:37
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 228
Picie zbyt dużych ilości ...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: Dafi88
28.02.2024, 09:49
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 1 968
Coś pod wycinkę?
Forum: DOPING
Ostatni post: Slajters
18.07.2023, 15:54
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 633
Uzupełnienie elektrolitów...
Forum: Suplementacja
Ostatni post: SCREAM
11.07.2023, 13:56
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 489
Cykl enan vs prop
Forum: DOPING
Ostatni post: SCREAM
03.04.2023, 20:54
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 700
Trening- szybkie pytania
Forum: Trening
Ostatni post: Genabol
26.01.2023, 22:42
» Odpowiedzi: 66
» Wyświetleń: 141 947
tabletki na libido dla mo...
Forum: Hyde Park
Ostatni post: SCREAM
26.01.2023, 13:50
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 713

 
  Jak trenbolon wpływa na mózg i nerki ?
Napisane przez: SCREAM - 27.03.2021, 11:30 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Jak trenbolon wpływa na mózg? Otóż przeprowadzono badania na szczurach, w których oceniano toksyczność trenbolonu. Dowiadujemy się z nich, że trenbolon efektywnie przekracza barierę krew-mózg i kumuluje się w mózgu, a szczególnie dobrze czuje się w hipokampie, ponieważ tam osiąga największe stężenia.


Po 48h od iniekcji znacznie wzrastał poziom Aβ42 (β-amyloid) w hipokampie i pozostałych rejonach mózgu. Dla przypomnienia, wzrost β-amyloidu wiązany jest z rozwojem choroby Alzheimera. Trenbolon wywołuje zmiany morfologiczne komórek nerwowych i zmniejsza ich żywotność. Inicjuje też spadek potencjału błonowego mitochondiów i translokację fosfatydyloseryny, co wskazuje na nasiloną apoptozę neuronów hipokampu. Wzrasta też aktywność kaspazy 3 (enzym uczestniczący w apoptozie), jednak dodanie testosteronu (co jest częstą praktyką wśród sportowców) może częściowo negować to działanie.


W skrócie, komórki mózgu, a zwłaszcza hipokampu, szybciej obumierają. Hipokamp jest rejonem, który odpowiada między innymi za konsolidację pamięci, orientację przestrzenną, przetwarzanie emocji. Jego uszkodzenie będzie pogarszać wszystkie te funkcje. Szczególnie intrygujący temat to trenbolon, a psychika. Z praktycznych obserwacji większość osób ze środowiska wie, że trenbolon może powodować różne wahania nastrojów, drażliwość, agresję. Uszkodzenie hipokampu może mieć tutaj doniosłe znaczenie, ponieważ dysfunkcje tego rejonu mózgu są jedną z podstaw depresji i podobnych zaburzeń nastroju.



U szczurów po 48 godzinach od jednorazowej iniekcji nadal wykrywano spore ilości trenbolonu w mózgu, a biorąc pod uwagę, że w kulturystycznej szkole nakazywane jest wbijanie trenbolonu co dwa dni (niektórzy praktykują też codzienny rytuał), z czasem jego ilość będzie się kumulować, a wraz z nim ilość β-amyloidu i uszkodzonych neuronów.W badaniu zauważono, że samice nieco lepiej tolerowały działanie trenbolonu, a za przyczynę tych różnic uznawane są różne stężenia estradiolu, który przeciwdziała części toksycznych efektów.



Czy trenbolon jest groźny dla nerek?  Pewien mężczyzna stosował testosteron oraz trenbolone przez 5 lat, z niewielkimi przerwami. U 43-latka zdiagnozowano  zawał lewej nerki oraz ostre uszkodzenie nerek.Miał również wysoki hematokryt (49.5%), podwyższony poziom hemoglobiny. Mężczyzna regularnie stosował psychotrop escitalopram który  może być niebezpieczny dla nerek, mało tego istnieją doniesienia o wywoływaniu przez ten środek ostrej niewydolność nerek .Ponadto – zawał tętnicy nerkowej który może poprzedzać zawał nerki w 30% występuje z nieokreślonych przyczyn. Przy analizie podobnych przypadków należy brać pod uwagę szereg czynników mogących mieć wpływ na wyniki np. stosowanie innych leków.

Wydrukuj tę wiadomość

  Testosteron a przedwczesna śmierć
Napisane przez: SCREAM - 24.03.2021, 12:33 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Testosteron a przedwczesna śmierć





Testosteron to najważniejszy męski hormon płciowy, biorący udział w licznych procesach zachodzących w ludzkim organizmie. Jedną z tych funkcji jest pomaganie w budowaniu i utrzymywaniu mięśni szkieletowych. Trenerzy i zawodnicy sportów siłowych doskonale o tym wiedzą, o czym świadczy niesłabnąca od blisko 50 lat, popularność sterydów anabolicznych. Organizacje sportowe, media i rządy USA ostro zareagowały na ujawnione przypadki stosowania dopingu przez znanych sportowców, rozpoczynając kampanię testów antydopingowych i piętnowania sportowców przyłapanych na niedozwolonym wspomaganiu. Alarmujące informacje na temat rosnącego stosowania sterydów anabolicznych przez osoby nieletnie dodatkowo wzmocniły histerię towarzyszącą tej sprawie. Nastroje przypominają niemal czasy Maccartyzmu. W tym wszystkim zagubił się jakoś fakt, że zdrowemu, dorosłemu mężczyźnie sterydy anaboliczne są w stanie przynieść znaczne korzyści. Jako że sterydy zostały wyklęte, naukowcy chcący zająć się ich pozytywną stroną napotykają na trudności związane z brakiem funduszy na badania i nieprzychylnością instytucji naukowych oraz prasy fachowej.






Wytyczne odnośnie terapii testosteronowej



Ograniczanie badań nad hormonami zarządzanymi przez oś podwzgórze-przysadka-gruczoł dokrewny, jest po prostu głupie, gdyż hormony te (hormon wzrostu, kortyzol, hormon tarczycy, testosteron, estrogen, itd.) mają kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia i metabolizmu. Pomysł podawania zdrowym ludziom testosteronu tak, by utrzymywać go na poziomie wyższym niż naturalny budzi wielkie kontrowersje, mimo tego, że przecież całe pokolenia kobiet miały podwyższony poziom estrogenu i progesteronu (żeńskich hormonów płciowych) w wyniku stosowania pigułek antykoncepcyjnych.


Za kontrowersyjne uważa się nie tylko podwyższanie poziomu testosteronu, ale nawet uzupełnianie go do naturalnego poziomu. Poziom ten, zwany inaczej fizjologicznym, u mężczyzn w wieku 20-39 lat mieści się zwykle w szerokim przedziale od 400 do 1080 ng/dl. Wraz z wiekiem pacjenta przedział ten zostaje obniżony tak, by dopasować teorię do realnego spadku poziomu testosteronu wraz z postępami procesu starzenia. Jednak pomimo tak szerokiego zakresu oraz jasnych symptomów zgłaszanych przez mężczyzn o niskim lub bardzo niskim poziomie testosteronu, oficjalna wykładnia zaleca stosowanie terapii uzupełniania testosteronu (czyli podawania testosteronu w ilościach pozwalających przywrócić normalny poziom tego hormonu w organizmie) dopiero gdy ilość testosteronu znacznie i długoterminowo odbiega od normy (zwykle wartością graniczną jest 300 ng/dl, ale niektórzy specjaliści uważają, że terapię można stosować dopiero gdy poziom testosteronu spadnie poniżej 200 ng/dl).

Oficjalna terapia zakłada podawanie 100 miligramów testosteronu (enantanu) tygodniowo, co jest ilością zbyt małą, by podtrzymać normalny poziom testosteronu nawet u zdrowych ochotników. Badania kliniczne wykazały, że nawet dawki do 125 miligramów tygodniowo nie były w stanie utrzymać normalnego poziomu testosteronu.





Prawnie usankcjonowana słabość



Ustawodawcy zasiadający w rządzie i towarzystwach naukowych wydają się unikać jakichkolwiek wyrazów poparcia dla stosowania anabolicznych lub po prostu wysokich dawek testosteronu, mimo udokumentowanej wielu badaniami skuteczności takiej terapii. Wydaje się to być, przynajmniej częściowo, reakcją na wpadki sportowców oraz problemy z zapanowaniem nad czarnym rynkiem rozprowadzania tego typu środków. Kwestia dopingu w sporcie jest sprawą czysto etyczną i powinna zostać uregulowana przez stosowne organizacje sportowe (MKOl, NFL, MLB itp.). Akty Kontrolne Sterydów Anabolicznych z lat 1990 i 2004 w połączeniu z prawnym zakazem przepisywania testosteronu w celach kosmetycznych lub poprawy osiągnięć, można porównać do 18 poprawki do Konstytucji USA, która zakazywała rozprowadzania alkoholu. Przypomnijmy, że zakaz ten został cofnięty w 21 poprawce.



Prohibicja jest uważana w USA za nieudany eksperyment społeczny. Mark Thornton, analityk z prestiżowego Cato Institute, jasno podaje przyczyny upadku prohibicji i widzi w tym analogię do obecnej sytuacji. Za sprawą omówionych wyżej ograniczeń nałożonych na lekarzy medycyny, zalecenia by nie badać poziomu testosteronu (pomimo iż niski poziom tego hormonu można stwierdzić aż u 20% pięćdziesięcioletnich mężczyzn) oraz ze względu na postawę przyjętą przez władze w prezydenckim raporcie o stanie państwa z 2004 roku społeczeństwo amerykańskie jest skazane na dalsze obniżenie poziomu zdrowia (objawiające się m.in. epidemią otyłości, zwiększoną ilością zachorowań na choroby serca oraz zmniejszeniem aktywności fizycznej).


Sportowcy przestali być wzorem dla młodzieży. Media i politycy przedstawiają obecne pokolenie sportowców jako dopingujących się oszustów. Co ciekawe, sportowcy należący do pokolenia startującego w czasach, gdy nie było jeszcze testów antydopingowych i gdy media sprzyjały sportowcom, uznawani są za bohaterów i to mimo częstych oskarżeń o stosowanie narkotyków, alkoholizm, rozwiązłość i zachowania socjopatyczne (Mickey Mantle, Babe Ruth ? alkoholizm, John McEnroe ? sterydy anaboliczne (domniemane), Lawrence Taylor ? kokaina, Wilt Chamberlain twierdzący, że spał z blisko 20 000 kobiet).


Smutnym jest fakt, że dzieci, nastolatki i dwudziestokilkulatki nie ćwiczą i nie marzą już by być jak Michael Jordan, Hank Aaron czy jak futboliści ze słynnej Stalowej Kurtyny. Młodzi ludzie zajmują się teraz siedzeniem przed monitorami i graniem w gry lub oglądaniem reality show. Na siłowniach i zawodach przeważają ludzi mający po 30, 40 lat, podczas gdy młodzież jest tam niewidoczna, lub trzyma się na uboczu, przywiązana do odtwarzaczy MP3 i telefonów komórkowych.






Testosteron a śmierć



Atmosfera samozadowolenia oraz skłonność do negowania ważności rozwoju fizycznego może prowadzić do cichej epidemii wśród mężczyzn, objawiającej się przedwczesnymi zgonami lub zwiększoną podatnością na różne choroby ? epidemii, której można zapobiec. Mimo, iż testy i badania naukowe mówiły o tym od dawna, to jednak powiązanie miedzy niskim poziomem testosteronu a kiepskim stanem zdrowia/przedwczesnym zgonem pacjentów dopiero niedawno trafiło na łamy mediów. Naukowcy z University of Washington i VA Puget Sound Health Care System ogłosili w Archives of Internal Medicine wyniki dużych badań retrospektywnych, w których udział wzięło 858 starszych mężczyzn. W badaniu tym dane laboratoryjne (ilość wolnego testosteronu oraz jego całkowita ilość) zostały porównane z danymi o zdrowiu i śmiertelności. Odkryto, że mężczyźni z niskim poziomem testosteronu (definiowanym jako całkowity testosteron poniżej 250 ng/dl, lub wolny testosteron poniżej 0,75 ng/dl) są o wiele bardziej narażeni na przedwczesny zgon niż mężczyźni z właściwym poziomem testosteronu. Statystycznie prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci mężczyzny o obniżonym poziomie testosteronu jest aż o 88% większe niż w przypadku mężczyzny, u którego testosteron pozostaje na normalnym poziomie. Śmiertelność u mężczyzn, których testosteron mieścił się w dolnych granicach normy okazała się być wyższa o 38%, jednak było ich zbyt mało, by ze statystyki tej wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Dodatkowo stwierdzono, że grupa z obniżonym poziomem testosteronu ma też wyższe BMI (indeks masy ciała) i dużą skłonność do cukrzycy.


Pomimo, iż założenia tego badania nie pozwalają z całą pewnością stwierdzić, że niski poziom testosteronu powoduje (pośrednio lub bezpośrednio) zwiększenie śmiertelności, to jednak jasno udowadniają, że niskiego poziomu testosteronu nie wolno bagatelizować. Wśród osób o niskim poziomie tego hormonu średnie stężenie testosteronu wynosiło 190 nd/dl, czyli tuż poniżej granicy 200 ng/dl, którą lekarze z Endocrine Society Task Force uważają za wskazanie do podjęcia leczenia. Oznacza to, że około połowa pacjentów z obniżonym poziomem testosteronu po prostu nie będzie leczona przez bardziej konserwatywnych endokrynologów. Należy też podkreślić, że osoby starsze nie są tak zdrowe jak przeciętny obywatel, co skłania do zastanowienia czy zwiększonej śmiertelności nie stwierdzono by też u osób młodszych, nie cierpiących na śmiertelne choroby.

Uczestnikom powyższego badania mierzono poziom testosteronu podczas rutynowych badań związanych z innymi dolegliwościami. Zwykle chodziło o problemy seksualne, osteoporozę, złe wyniki badan laboratoryjnych, rehabilitację wieku starczego i problemy z oddawaniem moczu. Żaden z uczestników badania nie miał raka prostaty bądź jąder.



Dowody na silne powiązania pomiędzy niskim poziomem testosteronu a podwyższoną zachorowalnością i śmiertelnością wśród osób starszych skłoniły lekarzy do przeanalizowania innych chorób związanych z niedoczynnością gruczołów płciowych w celu opracowania taktyki walki z tym, możliwym do zapobiegania, stanem oraz oszacowania ewentualnych korzyści płynących z zezwolenia na mocniejsze uzupełnianie poziomu testosteronu u zdrowych osób starszych i w średnim wieku. Przypomnijmy, że obecne wytyczne nie zalecają monitorowania poziomu testosteronu w społeczeństwie. Zwróćmy też uwagę na fakt, iż osoby biorące udział w cytowanym wyżej badaniu, miały sprawdzany poziom testosteronu, czego nie robi się rutynowo, a tylko gdy pewne objawy mogą wskazywać na niski poziom tego hormonu.


Można więc przypuszczać, że istnieje znaczna grupa mężczyzn, u których nie zdiagnozowano obniżonego poziomu testosteronu, która niejako przez to nie została uwzględniona w powyższym badaniu. Ponadto badani byli dzieleni na grupy o poziomie testosteronu normalnym, obniżonym oraz w dolnych granicach normy na podstawie kilku badań. Nawet jeśli część badań wskazywała na niski poziom testosteronu, to badany mógł trafić do wyższych grup jeśli tylko ilość wskazań do tych grup była równa lub wyższa od wskazań do grupy o niskim poziomie testosteronu. Dla przykładu, załóżmy, że pacjent miał następujące wyniki: 190 ng/dl, 251 ng/dl i 262 ng/dl. Pomimo faktu, iż większość laboratoriów uznaje 350 ng/dl za dolną granicę normy, to autorzy badania założyli, iż granica, poniżej której zaczynała sie grupa o obniżonym poziomie testosteronu to 250 ng/dl. Pacjent z wynikami takimi jak powyżej, zostałby zakwalifikowany do grupy ?normalnej?, jako że miał więcej wskazań do tej grupy niż do grupy niższej.

Interesującą kwestią jest, jak wyglądałyby wyniki gdyby za granicę normy uznać standardową wartość oraz albo wyliczać średnią ze wszystkich badań, albo stosować tylko ostatnie wyniki. Gdyby okazało się, że mężczyźni w grupie ?dolnej granicy normy? mają poziom testosteronu rzędu 400 ng/dl i zwiększone o 38 procent ryzyko przedwczesnego zgonu, to oznaczałoby to konieczność ponownego zdefiniowania normalnego (czyli takiego, przy którym nie występuje ryzyko przedwczesnego zgonu) zakresu poziomu testosteronu. Niewykluczone, że zezwolenie na stosowanie kuracji utrzymującej wysoki poziom testosteronu (np. podawanie estrów testosteronu, gonadotropiny kosmówkowej ? hGC, czy też blokerów aromatazy) mogłoby przyczynić się do poprawy zdrowia męskiej części populacji.






Rola przysadki



Badając powiązania niskiego poziomu testosteronu możemy dostrzec dalsze dowody łączące ten stan z podwyższoną śmiertelnością. Niski poziom testosteronu występuje w wielu sytuacjach, takich jak ostre stany chorobowe, syndrom Klinefeltera, nieprawidłowości pracy przysadki, terapia obniżania poziomu androgenów przy leczeniu raka prostaty, kastracja i starzenie.


Stężenie testosteronu spada w czasie nagłych chorób lub traumy (np. po ciężkim wypadku samochodowym lub poważnym poparzeniu). Badania na zwierzętach sugerują, że może się tak dziać za sprawą zwiększenia aktywności aromatazy (konwertowania androgenów, w tym testosteronu, do estrogenów). Z kolei badania na ludziach wskazują, że pacjenci po przebytym zawale są bardziej zagrożeni ryzykiem śmierci w ciągu 6 miesięcy od zawału, jeśli mają niski poziom testosteronu. Inne z badań wykazuje, że u osób, które trafiły na oddział intensywnej terapii i przeżyły, poziom testosteronu wzrastał w czasie pobytu, podczas gdy u osób, które zmarły na tym oddziale stwierdzano niższy poziom tego hormonu.

Syndrom Klinefeltera to choroba genetyczna objawiająca się dodatkowym chromosomem ?X?. Zdrowi mężczyźni oznaczani są jako 46XY, zdrowe kobiety jako 46XX. Mężczyźni z syndromem Klinefeltera otrzymują symbol 47XXY (cyfra 46 odnosi się do normalnej liczby chromosomów, zaś w przypadku syndromu Klinefeltera, chromosomów jest o jeden ?X? za dużo ? 47). Mężczyźni dotknięci tym schorzeniem mają bardzo małe jądra, skłonność do otyłości i niski poziom testosteronu. Ponadto często stwierdza się u nich otyłość typu brzusznego i odporność na insulinę ? dwa objawy wiązane z niskim poziomem testosteronu. Wielu cierpi też na Zespół Metaboliczny. Mimo iż syndrom Klinefeltera występuje dość powszechnie (raz na 660 urodzeń), często pozostaje niezdiagnozowany, tak wiec nie ma wystarczających danych by zbadać jego wpływ na długość życia chorej osoby. Duńscy naukowcy porównali dane 800 osób cierpiących na syndrom Klinefeltera z danymi osób zdrowych w tym samym wieku. Okazało się, że mężczyźni dotknięci tym syndromem umierają wcześniej oraz mają wrodzone skłonności do wielu chorób, w tym cukrzycy. Podobne badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii dało identyczne rezultaty. Mężczyźni ze zdiagnozowanym syndromem Klinefeltera żyją średnio o 2 lata krócej niż ich mężczyźni zdrowi.


Przysadka wysyła hormony sygnałowe, które kontrolują pracę jąder. Gdy przysadka nie pracuje poprawnie, często spada poziom testosteronu i innych hormonów. Dwa osobne badania wykazały zwiększoną śmiertelność u osób dotkniętych niedoczynnością przysadki, którym nie podawano testosteronu, w porównaniu do osób które testosteron otrzymywały.< br /> Po zdiagnozowaniu metastatycznego nowotworu prostaty pacjent poddawany jest terapii obniżania poziomu androgenów. Jest to kuracja oparta na medykamentach blokujących produkcję testosteronu i łączy się ona z wieloma zmianami w ciele pacjenta, m.in. zmniejszeniem gęstości ciała i masy mięśniowej, zwiększeniem poziomu tłuszczu, problemami seksualnymi i pogorszeniem jakości życia. Często obserwuje się też otyłość typu brzusznego, odporność na insulinę i podwyższoną skłonność do zapadania na Zespół Metaboliczny. Co więcej, zmienia się też profil lipidowy (zawartość cholesterolu i tłuszczów we krwi), zwiększając ryzyko wystąpienia chorób serca (ataki serca, zawały i śmierć).

Kastracja (chirurgiczna amputacja jąder) była stosowana jako rodzaj kary za przestępstwa, ze względów instytucjonalnych oraz wśród śpiewaków operowych. Śmiertelność w tych grupach jest znacznie zróżnicowana, tak więc nie da się wyciągnąć wniosków na temat jej powiązań z poziomem testosteronu.

Największą grupą, u której można zbadać konsekwencje niskiego poziomu testosteronu są starzejący się mężczyźni. Począwszy od 30 roku życia stężenie testosteronu spada o 1-2% rocznie. Szacuje się, że około 20% pięćdziesięciolatków i 50% osiemdziesięciolatków cierpi na schorzenia wywołane zbyt niskim (wg norm podawanych laboratoryjnych) poziomem testosteronu. Związana z wiekiem redukcja poziomu testosteronu może być ważnym czynnikiem warunkującym negatywne doświadczenia starzejących się mężczyzn, takie jak depresja, choroby serca, osteoporoza (kruche kości), deformacje kości, utrata siły, mobilności i niezależności oraz zdolności poznawczych (procesy myślowe, obliczeniowe i pamięciowe). Niski poziom testosteronu predysponuje starzejących się mężczyzn do otyłości typu brzusznego, odporności insulinowej, a także cukrzycy. Cukrzyca zaś wydatnie zwiększa ryzyko ataku serca, zawału i zatoru tętnic. Chociaż wcześniejsze badania wykazywały brak powiązań miedzy śmiertelnością w tej grupie wiekowej a niskim poziomem testosteronu, to jednak nowsze i pełniejsze badania wykazują, że mężczyźni z obniżonym poziomem testosteronu częściej umierają na raka.







Znaczenie testosteronu



Jakie wnioski płyną z powyższych danych? Po pierwsze, rola testosteronu w podtrzymywaniu zdrowia i zapewnianiu długowieczności była do tej pory niedoceniana lub wręcz odrzucana. Powyższe badania wykazują, że nie monitorowanie poziomu testosteronu może narażać męską część populacji na przedwczesną śmierć, czemu można by łatwo i tanio zapobiec. Po drugie, zasada ?nie szkodzić? musi się odnosić zarówno do podawania leków, jak i ich nie podawania. Innymi słowy, nie podawanie komuś leku mimo złych wyników badań laboratoryjnych lub nieskuteczności kuracji, jest tak samo złe, moralnie i zawodowo, jak podawanie leków szkodliwych lub stosowanie błędnej kuracji. Po trzecie, bezpośrednie powiązanie przez prawodawców nielegalnego dopingu stosowanego w sporcie i używania narkotyków przez nieletnich ze sterydami anabolicznymi, bardzo ograniczyło jak najbardziej legalne i potrzebne badania nad tymi ostatnimi i jest rozwiązaniem omijającym faktyczne problemy (brak etyki w sporcie i ryzykowne zachowania nieletnich). Po czwarte, mężczyznom odebrano szansę na dłuższe i zdrowsze życie poprzez zablokowanie prac nad nowymi lekami i metodami leczenia skutecznymi wobec obniżonego poziomu androgenów. Ostatnie badania mocno krytykują system publicznej służby zdrowia w USA, zwracając uwagę, że oczekiwana długość życia w USA różni się zależnie od regionu. Nie można wyrazić zgody na to, że ktoś umiera zbyt wcześnie tylko dlatego, iż nie miał możliwości skorzystania z terapii.



Gazety sprzedają się, zaś politycy wygrywają wybory dzięki oszczerczym atakom na sterydy anaboliczne, a nie na osoby, które zdecydowały się ich używać niezgodnie z zasadami sportowymi. Polityka mająca na celu zakaz stosowania sterydów w sporcie nie ograniczyła na nie popytu i tylko przyczyniła się do rozwoju szarej, przestępczej strefy, jednocześnie uniemożliwiając angażowanie się wykwalifikowanemu personelowi medycznemu. Stygmat sterydów miał wykreować ekstremalnie konserwatywną politykę wobec ich stosowania ze szkodą dla społeczeństwa amerykańskiego i zdrowia milionów mężczyzn. Czas już podnieść zasłonę i przyjrzeć się jakie szkody uczyniła decyzja o odebraniu lekarzom skutecznego narzędzia w postaci sterydów anabolicznych i terapii testosteronowej oraz jakie korzyści można wyciągnąć z prawnie kontrolowanego ich użycia.

Wydrukuj tę wiadomość

  Sterydy anaboliczne budują masę mięśniową na poziomie komórkowym
Napisane przez: SCREAM - 08.03.2021, 10:50 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Używanie sterydów anabolicznych są decydującym czynnikiem w osiągnięciach kulturystów i sportowców. Kto nie bierze ten jest w tyle za osobami które stosują owe środki. Naukowcy poszukiwali zmian, które sugerowałyby, że sterydy mogą pomóc osiągnąć znacznie większy rozmiar mięśnia, niż można osiągnąć naturalnie. Te zmiany dotyczyły modyfikacji w kompozycji włókien mięśniowych, objętości włókien, ilości jąder komórkowych, objętości jąder oraz ilości komórek satelitarnych. Wykazano znaczne różnice, w ilości poszczególnych typów włókien mięśniowych. Ze względu na stopień indywidualności, grupy były podobne, kiedy uśredniono wyniki. Wzięło się to z faktu, że badano wyłącznie startujących trójboistów, którzy z zasady mieli więcej włókien szybko kurczliwych niż wolno kurczliwych. Jedną ciekawą obserwacją była ekstremalnie wysoka ilość włókien szybko kurczliwych u jednego zawodnika, który miał na koncie rekord świata w przysiadzie w swojej kategorii.Jest w życiu kilka faktów, które są tak oczywiste, że gdyby miały ręce, uderzyłyby z całą siła w twarz. Jednakże, nawet gdyby tak się stało, są ludzie, którzy nie wezmą pod rozwagę tak dosadnego dowodu, by wprowadzać w życie swoje cele, zgodne z ich sumieniem. Tak właśnie stało się w latach 70 i 80 w Stanach Zjednoczonych, kiedy to agencje rządowe zatroskane ukróceniem stosowania sterydów anabolicznych wśród sportowców i kulturystów, opublikowały serię publikacji i oświadczeń, że sterydy nie poprawiają efektów sportowych. Badania, którymi się podpierano, były przeprowadzone miernie, stosowane dawki wyjątkowo niskie, przez co efekty zyskane przez osoby badane - znikome. Użytkownicy sterydów przyjęli te rewelacje z przymrużeniem oka, gdyż przekonali się na sobie, że stosowanie ponad fizjologicznych dawek testosteronu jest niepodważalnie skuteczne.




W krótkim czasie, dzięki obecności w mediach Arnolda Schwarzeneggera oraz Lou Ferrigno, a także wyjątkowo nagłośnionego skandalu z obecnością kanadyjskiego olimpijczyka - sprintera Bena Johnsona, ludzie zaczęli powoli akceptować fakty. Ostatnią grupą osób, wątpiących w skuteczność sterydów, byli naukowcy, trwający w przekonaniu o małej zasadności ich stosowania.Wywołało to lekkie poruszenie, gdyż nawet wśród osób mających pojęcie o pozytywnych działaniach sterydów, niewiadome były długoterminowe efekty ich stosowania. Powód był prosty. Podczas typowego cyklu, sportowiec może przybrać od 5 do 15kg masy mięśniowej oraz znacznie zwiększyć siłę. Jednakże, osoby które nie włączyły po skończonej kuracji klomifenu, hcg lub inhibitora aromatazy, szybko traciły zyskane rezultaty. Większość ludzi utrzymuje część masy, jeśli kontynuuje trening, jednak z biegiem czasu przyrosty zmniejszają się. Jest to szczególnie widoczne po pierwszym i drugim cyklu. Wśród bardziej doświadczonych zawodników panuje przekonanie, że sterydy umożliwiają przyrosty masy większe, niż jest to możliwe do uzyskania naturalnie. Gdyby była to prawda, musiałby istnieć dowód na to, że sterydy zmieniają mięśnie na poziomie komórkowym.




Rozmiar i siła mięśnia jest zależna od możliwości wzrostu uszkodzonych komórek mięśniowych. Mięsień to nie jedna wielka kupa mięsa, lecz raczej zbiór włókien, które mają identyczny początek i zakończenie. Najprościej wyobrazić sobie strukturę mięśnia jako liny. Jeśli przyjrzysz się jej dokładnie, zauważysz wiele malutkich nitek, które połączone razem, tworzą jedną, solidną całość. Cienka lina nie wytrzyma dużych obciążeń, podobnie jak cienki mięsień. Na szczęście, mięśnie mogą zaadoptować się do większych obciążeń, dzięki ich rozrostowi. Wzrost mięśni ma miejsce, poprzez zwiększenie obwodu poszczególnych włókien mięśniowych (hipertrofia) lub zwiększenia ich ilości (hiperplazja). Proces hipertrofii jest kontrolowany poprzez powiązanie zwane współczynnikiem jądrowo - cytoplazmatycznym (współczynnik N:C). By zrozumieć współczynnik N:C i jego rolę w hipertrofii, użyjemy analogii. Wyobraź sobie wielką połać gołej ziemi. Następnie aukcję, która ma na celu sprzedać całą ziemie. Mądry farmer popatrzy ma dostępne rejony i wybierze z nich najlepsze - wie, że gęsta warstwa uprawna to dobra ziemia, zaś żółta glina będzie nieurodzajna. Sportowcy nie mają takiego wyboru, niestety, gdyż w sportach siłowych łatwiej osiągnąć sukces, gdy mięśnie są zbudowane w większości z włókien szybko kurczliwych, odpowiedzialnych za siłę. Farmer, po zakupie wielu akrów ziemi, może sadzić tyle kukurydzy, ile tylko pragnie, jednak wszystko musi wykonywać sam. Pracując przez całe dnie, udaje mu się obsadzić kukurydzę na 40 akrach pola. Rolnik chciałby sadzić więcej, jednak sam nie jest w stanie podołać tak ciężkiej pracy. Dlatego, w następnym roku zatrudnia dodatkowe dwie osoby. Pracując wspólnie, udaje się im obsadzić aż 120 akrów ziemi. Zadowolony z sukcesu rolnik, zatrudnia w kolejnym sezonie następne dwie osoby, dzięki czemu hoduje kukurydzę na 200 akrach ziemi.




Każda osoba pracująca na roli może obsadzić 40 akrów ziemi. Podobnie jest w komórkach mięśniowych - jądro komórkowe utrzymuje określony obszar komórki mięśniowej. Aby doszło do wzrostu, komórki mięśniowe muszą zwiększyć ilość jąder komórkowych tak, jak farmer musiał zwiększyć ilość swoich pomocników. Dlatego, jednym z mechanizmów wzrostu mięśnia jest zwiększenie się ilości jąder w komórce. Nowe, dodatkowe jądra są rekrutowane do włókien mięśniowych, z dostępnej puli komórek satelitarnych, lub mioblastów. Jednakże, nasz farmer jest mądry. Uczy się o technologii, która pozwoli mu obsadzić więcej niż 40 akrów na osobę. Kupuje pięć traktorów i wkrótce wszyscy mogą obsadzić 500 akrów ziemi. Dzięki dodatkowym maszynom, rolnicy mogą pracować na większym polu, a każdy z nich zajmuje się powierzchnią nie 40, a 100 akrów. Ten fenomen może być zaobserwowany również w komórkach mięśniowych. Kiedy większa ilość jąder komórkowych może wpływać na większy obszar mięśni, mamy do czynienia ze zwiększoną możliwością budowania masy.
Ponieważ farmerowi wiedzie się tak dobrze, wykorzystał całą dostępną powierzchnię swojego pola i zdecydował kupić następne. Angażuje kolejną ekipę, zakupuje dla nich sprzęt do pracy, zaś sam pracuje pomiędzy dwoma polami. Kiedy komórki mięśniowe rosną, czasami umieszczają jądro w środku włókna do momentu, gdy rozrośnie się ono tak, że potrzeba dodatkowych jąder do ich utrzymywania. Syn farmera obserwował ojca i postanowił sam założyć farmę. Nasz stary rolnik jest tradycjonalistą, toteż mimo tego, iż sam używa nowoczesnej technologii, daje synowi sąsiadujący kawałek ziemi, nakazując mu uprawę roli gołymi rękami, tak jak niegdyś on sam. Dlatego nowa, mała farma, ma jedynie 40 akrów ziemi, którą przez wiele godzin pielęgnował syn rolnika. Zamysłem jego ojca było, aby syn nauczył się uprawy roli, zanim zatrudni pomocników i kupi traktory pomagające mu w pracy. Ta nowa farma, to nic innego, jak tylko analogia hiperplazji (zwiększenie ilości farm, lub włókien mięśniowych). Nowa farma nie jest częścią pola ojca (włókna mięśniowego), a nowym polem, które rozrasta się na coraz większym obszarze. Z czasem, rozrośnie się tak, jak pole ojca, jednak nie może zacząć od razu od obsadzenia 500 akrów.




Przykład naszego rolnika ma na celu zrozumienie wpływu sterydów na wzrost komórek mięśniowych, udowodniony w serii wielu niezależnych badań. Szwedzcy naukowcy zbadali wpływ długoterminowego (ponad 10 lat) i krótkoterminowego (około 20 tygodni) stosowania sterydów wśród czołowych trójboistów. Biopsja mięśni uda z części zewnętrznej oraz z mięśnia czworobocznego została zrobiona w dwóch grupach (użytkownicy sterydów i "czyści" zawodnicy), a następnie porównana.Wszyscy badani wykazywali większe i bardziej aktywne mięśnie, niż można by zaobserwować u "zwykłych" ludzi. Dzieje się tak w odpowiedzi na obciążenia, jakie mają miejsce podczas treningu siłowego. Jednakże, nawet biorąc pod uwagę, że wszyscy badani byli bardzo dobrymi sportowcami, można było zaobserwować kilka istotnych różnic.
Naukowcy poszukiwali zmian, które sugerowałyby, że sterydy mogą pomóc osiągnąć znacznie większy rozmiar mięśnia, niż można osiągnąć naturalnie. Te zmiany dotyczyły modyfikacji w kompozycji włókien mięśniowych, objętości włókien, ilości jąder komórkowych, objętości jąder oraz ilości komórek satelitarnych. Wykazano znaczne różnice, w ilości poszczególnych typów włókien mięśniowych. Ze względu na stopień indywidualności, grupy były podobne, kiedy uśredniono wyniki. Wzięło się to z faktu, że badano wyłącznie startujących trójboistów, którzy z zasady mieli więcej włókien szybko kurczliwych niż wolno kurczliwych. Jedną ciekawą obserwacją była ekstremalnie wysoka ilość włókien szybko kurczliwych u jednego zawodnika, który miał na koncie rekord świata w przysiadzie w swojej kategorii.




W badaniach stwierdzono, że sterydy anaboliczne trwale zwiększają liczbę jąder komórkowych w mięśniach. W eksperymencie uczestniczyły dwie grupy zawodników trójboju siłowego – nigdy nie biorącą sterydów oraz długoletni użytkownicy tychże środków. Sprawdzono pod względem budowy mięsień obszerny boczny  oraz kapturowy . W przypadku porównania zawodników biorących sterydy i grupę wolną od SAA  te pierwsze osoby miały więcej jąder komórkowych przypadających na włókno mięśniowe oraz większe włókna mięśniowe typów I, IIA i IIx. Dodatkowo stwierdzono większą liczbę zmodyfikowanych włókien miozyny w grupie stosującej doping. Co więcej, ostatnie doniesienia naukowe wskazują, że nawet po zaprzestaniu treningu w mięśniach pozostaje większa liczba jąder komórkowych (może to tłumaczyć tzw. pamięć mięśniową). Tak więc sterydy mają długofalowy wpływ na mięśnie nawet na poziomie komórkowym. W innym badaniu naukowcy zmierzyli i porównali obszar włókien szybko i wolno kurczliwych. Osoby które deklarowały stosowanie sterydów miały znacznie większy rozmiar włókien niż osoby nie stosujące dopingu. Odnotowano, iż włókna typu I były większe o średnio 61% , zaś typu II - o 44%. Łatwo jest zobaczyć i policzyć ilość jąder komórkowych pod mikroskopem. Sportowcy używający sterydów mieli znacząco większą ilość jąder komórkowych. Co więcej, wszyscy badani mieli więcej jąder komórkowych niż osoby niećwiczące, na co miał wpływ trening siłowy. Obecność jąder komórkowych miała wpływ na większą objętość włókien mięśniowych.Ponadto, obszar jąder u osób stosujących sterydy był ogromny. Innymi słowy, każde jądro miało możliwość zaopatrywania większego obszaru komórki mięśniowej. Tak jak traktory zapewniające rolnikowi możliwość zaorania większej połaci ziemi, tak sterydy pozwalały jądrom zaopatrywać większą powierzchnię komórki. Tak więc, sportowcy stosujący sterydy mieli więcej jąder komórkowych, które mogły zaopatrzyć większy obszar komórki mięśniowej, przynosząc stosującemu większą możliwość wzrostu mięśni.Obecność większej ilości jąder komórkowych w mięśniach osób stosujących sterydy może wynikać z faktu większej rekrutacji komórek satelitarnych. W nawiązaniu do budowania większej masy mięśniowej, użytkownicy sterydów wykazali większą zdolność do tworzenia nowych włókien mięśniowych niż osoby nie biorące podobnych środków. To sugeruje, że osoby stosujące doping budują masę mięśniową również poprzez tworzenie nowych włókien mięśniowych, nie tylko przez wzrost już istniejących. Widzimy zatem że stosowanie sterydów anabolicznych oferuje możliwości znaczącego wzrostu masy mięśniowej. Być może kiedyś rząd i grono naukowców zrozumieją, że stosowanie sterydów może przynieść poprawę jakości życia starszych mężczyzn, w sposób kontrolowany i bezpieczny.



CAŁY ARTYKUŁ NA https://ciemnastronamocy.pl/__trashed-4/

Wydrukuj tę wiadomość

  Dwuletnia obserwacja grupy kulturystów na cyklu sterydowym
Napisane przez: SCREAM - 26.02.2021, 19:39 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Badacze objęli obserwacją 20 kulturystów, którzy aż do czasu badania nigdy nie zażywali SAA.  Podczas trwania badania osoby, które poddały się eksperymentowi, aplikowały sobie substancje, które dozowali według swojego uznania, bez kierowania się wytycznymi badaczy. Jedyną wytyczną był podręcznik wprowadzający kulturystów w tematykę znanych lub potencjalnych ryzyk związanych z zażywaniem SAA. Kulturyści poddani byli szczegółowym badaniom przed rozpoczęciem eksperymentu i co sześć miesięcy podczas dwuletniego trwania eksperymentu. W celu uzyskania odpowiedzi na temat zażywania SAA kulturyści udzielili również informacji na temat swoich diet i stosowanych przez siebie suplementów, rutyny treningów i pochodzenia.




Zostali oni pomierzeni fizycznie (włączając w to objętość jąder), pobrano im krew (w celu oceny działania na wątrobę, lipidy/cholesterol i inne czynniki odpowiadające za zdrowie sercowo-naczyniowe), echokardiografią zbadano funkcje serca, zbadano też poziomy hormonów, wrażliwość na glukozę i insulinę oraz działanie układu odpornościowego. Zrobiono też badania na prostatę i analizę nasienia. Powyższe testy zakładały tak gruntowne badanie lekarskie, jak jest to możliwe. Można powiedzieć, że bardziej skrupulatne badania kulturyści mogliby przejść tylko na statku kosmicznym, kiedy celem kosmitów byłoby dokładne przetestowanie populacji ludzkiej. Siedmiu z dwudziestu kulturystów wycofało się z eksperymentu, działania swoje motywując nastrojem i zaburzeniami seksualnymi. Do końca dwuletniego badania wytrwało jednak trzynastu kulturystów.




Jak można było się spodziewać, sucha masa mięśniowa kulturystów zwiększyła się, a masa tłuszczu spadła, razem z ograniczeniem produkcji hormonów przysadkowych LH i FSH, co zaowocowało zmniejszeniem się jąder (zmniejszenie rzędu od 2% do 4%). Dwóch kulturystów doświadczyło azoospermii (braku spermy), a dwóch innych miało bardzo niskie wskaźniki spermy7,8,11. Spożywanie SAA nie wpłynęło na większość innych hormonów (w tym o dziwo na testosteron i estradiol). Wyjątkiem był hormon tarczycy. Poziom wolnego T3 (aktywna forma hormonu tarczycy) i TSH (hormon regulujący wytwarzanie hormonów tarczycy) były niższe, ale mieściły się w normie. Kulturyści nadal jednak doświadczali spadku poziomu tłuszczu. U pięciu kulturystów pojawiła się ginekomastia (przerost sutka).Podczas gdy całkowity cholesterol i LDL (zły cholesterol) nie uległy zmianie, ilość HDL (dobry cholesterol) została zmniejszona, chociaż jak wynikało z wcześniejszych badań, efekt miał być chwilowy (poziom cholesterolu powrócił do normy po odstawieniu SAA).




Interesujące było to, że poziom trójglicerydów (tłuszczów we krwi), który już wcześniej był u kulturystów niski, zmniejszył się jeszcze bardziej. Według niektórych klinicystów w kontekście ryzyka sercowo-naczyniowego trójglicerydy są ważniejsze od cholesterolu. Kolejny czynnik związany z ryzykiem choroby sercowo-naczyniowej (lipoproteina a) miał również tendencję spadkową, ale zmiana ta nie miała znaczenia statystycznego. Dodatkowymi odkryciami metabolicznymi było obniżenie poziomu glukozy i insuliny we krwi. Odkrycie to było istotne, ponieważ wysoki poziom cukru we krwi i odporność na insulinę zwiększa ryzyko rozwinięcia syndromu metabolicznego i stanu zagrażającego cukrzycą, może również doprowadzić do ataku serca lub zawału. Zwiększona wrażliwość na insulinę może również wyjaśniać utratę tłuszczu przez niektórych uczestników badania. Autorzy zauważyli, że taki efekt może być bezpośrednio związany ze zwiększeniem masy mięśni, pozwalającym na skuteczniejszy i bardziej bezpieczny sposób kontroli nad cukrem. Zmniejszanie HDL było niepokojące, wydawało się jednak, że inne zmiany zrównoważyły efekty metaboliczne, a stan fizyczny uczestników badania był neutralny, a nawet pozytywny.




Dwóch kulturystów (obydwaj zażywali SAA doustnie) doświadczyło podwojenia AST i LDH. Ultrasonograf nie wykazał zmian w strukturze wątroby, pomimo tego, że kilku badanych przyszło na badanie ze stłuszczoną wątrobą, czego powodem była prawdopodobnie duża zawartość białka w diecie. SAA zwiększają produkcję komórek czerwonych krwinek, więc badacze monitorowali hematokryt i sprawdzali, czy krew nie staje się „zbyt gęsta”. Takie efekty zauważalne były podczas badań przeprowadzanych na starszych mężczyznach i na mężczyznach przechodzących terapię uzupełniania testosteronu. Na szczęście żaden z kulturystów nie doświadczył niebezpiecznego podniesienia się poziomu komórek czerwonych krwinek. Pomiary funkcji układu odpornościowego również nie były naruszone w sposób znaczący klinicznie. Zażywający SAA uniknęli więc znaczących szkodliwych efektów. Jedynym wyjątkiem była ginekomastia. W swojej pracy autorzy stwierdzili, że jedynymi zmianami, które wystąpiły w strukturze i funkcjonowaniu serca i wątroby, były zmiany, których należało oczekiwać w grupie sportowców trenujących pod kątem siłowym. Ponieważ sportowcy zażywali wiele substancji i suplementów, największe zaniepokojenie autorów budziła możliwość interakcji specyfików. Ostatni akapit pracy jest pouczający: „Wyłaniający się z badania obraz przedstawia populację »użytkowników«, osób zintegrowanych w subkulturę tajemnego zażywania substancji. Osoby takie dowolnie dobierają substancje, a ich celem jest maksymalizacja „korzyści” i minimalizacja stron ujemnych”.




Wnioski płynące z badania rozumiane mogą być dwojako. Niektórzy z was pomyślą, że zażywanie SAA nie może być niebezpieczne, skoro w sposób bezpieczny przyczynia się do zwiększenia masy mięśniowej nawet u osób aplikujących środki po raz pierwszy. Pomimo braku widocznych szkodliwych efektów musimy uświadomić sobie jednak, że raport ma wiele ograniczeń. Po pierwsze, liczba badanych była bardzo mała. Po drugie, z dwudziestu badanych odpadła siódemka. Siedem osób wycofało się ze względu na problemy uczuciowe lub seksualne. Po trzecie, pięć osób doświadczyło ginekomastii, a cztery osoby stały się tymczasowo bezpłodne podczas stosowania sterydów. Po czwarte, kulturyści nie byli regularnie badani, w czasie cyklu i po nim, więc całkiem prawdopodobne jest, że podczas kolejnych badań kulturyści mieli w sobie dowolną mieszankę substancji. Według mnie największą wadą badania jest to, że żadne dane nie mają związku ze standardowymi warunkami. Po piąte, substancje zaliczane do SAA, łącznie z prohormonami, różnią się. Dawki, liczby cykli, trwanie cykli, schemat przyjmowania (np. piramida), zażywanie substancji dodatkowych (GH, hormony tarczycy, clenbuterol, hCG, clomid etc.) są zawsze różne. Po szóste, substancje zostały kupione na czarnym rynku, a ich skład nie został przeanalizowany. Nie została więc określona ich moc ani czystość.


Cały artykuł na https://ciemnastronamocy.pl/dwuletnia-ob...terydowym/

Wydrukuj tę wiadomość

  Wpływ alkoholu na budowanie masy mięśniowej u sportowców
Napisane przez: SCREAM - 19.02.2021, 12:30 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Wpływ alkoholu na budowanie masy mięśniowej u sportowców




Naukowcy, analizując wpływ alkoholu na budowanie masy mięśniowej u sportowców, odkryli, iż napoje wyskokowe powodują liczne zaburzenia w procesie kształtowania proporcjonalnej sylwetki. Substancje wysokoprocentowe negatywnie oddziałują na syntezę białek. Jest to proces, który zachodzi w ludzkim ciele, w chwili, gdy białko, dostarczane do organizmu w postaci pożywienia, przekształca się w masę mięśniową. Synteza białkowa zachodzi tylko wówczas, gdy mięśnie są maksymalnie odżywione i stymulowane odpowiednim treningiem oporowym. W konsekwencji, proces ten prowadzi do powstawania dużych, zwartych i silnych włókien mięśniowych. Alkohol zaburza syntezę białek lub skutecznie ją spowalnia. 


Badania amerykańskich uczonych dowiodły, że spożywanie alkoholu zaburza przyrost masy mięśniowej.  Zdaniem naukowców z „American Journal of Physiology, Endocrinology and Metabolism" napoje wyskokowe mają działanie blokujące na każdą syntezę białek, co prowadzi do zaburzenia procesu wytwarzania się nowych włókien mięśniowych oraz zmniejszenia posiadanej już masy mięśniowej. Raport opublikowany w „International Journal of Sport Nutrition and Exercise Metabolism", dowodzi, że alkohol spożyty w ciągu 24-48 godzin, po bardzo intensywnym treningu siłowym, powoduje zmniejszenie masy o kilka procent. Osoba, która nadużywa substancji wyskokowych i jednocześnie pragnie budować swoją masę mięśniową, może mieć także problemy z licznymi kontuzjami oraz zapaleniem powięzi mięśniowej. Toksyny, które uwalniają się w czasie zatrucia alkoholowego, niszczą włókna mięśniowe i powodują, że synteza białek zachodzi dużo wolniej. Ponadto, w jej czasie nie dochodzi do całkowitego przekształcania, spożytego w pokarmach, białka w mięśnie. Długotrwałe picie może przyczynić się do powstawania osłabionych, mało elastycznych i uszkodzonych włókien mięśniowych, które z czasem zaczną zanikać. Ponadto napoje wyskokowe hamują wydzielanie testosteronu, hormonu, odpowiedzialnego za budowanie masy mięśniowej i posiadanie dużej sprawności i siły fizycznej. Testosteron jest hormonem steroidowym z grupy androgenów, które przewodzą syntezie białek. 





Wpływ testosteronu na budowanie masy mięśniowej polega głownie na tym, że hormon ten aktywizuje wzrost i wygląd posiadanych mięśni. Oprócz tego, testosteron bierze udział w zwiększeniu gęstości kośćca oraz pomaga w szybszym leczeniu, powstałych w czasie treningu, urazów czy mikrouszkodzeń, w obrębie mięśni czy kości. Testosteron jest bardzo aktywnym hormonem, który odpowiada również za dobrą kondycję fizyczną organizmu, jak również siłę i sprężystość posiadanych mięśni. W celu zbadania, w jaki sposób alkohol wpływa na poziom testosteronu.


Naukowcy wybrali grupę ochotników - 200 czynnych sportowców, z których połowa regularnie spożywała napoje wyskokowe. Wyniki badań były zaskakujące. Abstynenci posiadali wysoki poziom testosteronu i stałą masę mięśniową. W grupie pijącej alkohol, aż 95% osób miało niedobór testosteronu oraz zanik,  wypracowanej przez lata, masy mięśniowej, szczególnie w obrębie brzucha, nóg i ramion. Wśród uczestników z najniższym poziomem testosteronu, pojawiły się również następujące objawy:


zmniejszenie siły mięśni oraz gęstości kośćca,

·         zanik zarostu lub znacznie jego mniejszą ilość, 

·         zaburzenia erekcji,

·         utrata objętości jąder,

·         uderzenia gorąca,

·         spadek popędu seksualnego,

·         powiększenie gruczołów piersiowych,

·         potliwość,

·         pojawienie się oponki wokół brzucha, ud i pośladków,

·         podwyższenie tembru głosu,

·         mniejsze owłosienie,

·         mała ilość porannych wzwodów.


Obniżony testosteron oznaczał również zmniejszoną syntezę białek. Alkohol zatem nie tylko obniża poziom tego hormonu, ale równocześnie podnosi poziom estrogenu

Wydrukuj tę wiadomość

  Testosteron to hormon... uczciwości
Napisane przez: SCREAM - 09.02.2021, 16:06 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Testosteron to hormon... uczciwości









Badacze z Uniwersytetu Bonn odnaleźli jeszcze jedną cechę, którą powoduje ten hormon: uczciwość. 

Naukowcy poddali 91 zdrowych mężczyzn terapii za pomocą żelu zawierającego testosteron. 46 z nich faktycznie wcierało go sobie w skórę, a pozostałych 45 otrzymało placebo. - Żadna z osób badanych, ani żaden naukowiec, nie wiedzieli, kto otrzymał testosteron - podkreśla dr Matthias Wibral, główny badacz. Tajemnica służyło temu, by nastawienie uczestników nie wpłynęło na interpretację wyników.




Przed przystąpieniem do eksperymentu zbadano panom krew, aby sprawdzić, czy mieli normalny poziom testosteronu w organizmie. Po okresie stosowania żelu, mężczyźni przystąpili do gry w kości. Każdy w osobnej budce, gdzie nikt nie mógł go podglądać. Wyniki rzutów kośćmi wpisywali do komputera. Ci, którzy mieli lepsze wyniki, mieli dostać większą ilość pieniędzy. Naukowcy nie widzieli, czy badani wpisywali rzeczywiste wyniki. Poddali je jednak analizie statystycznej, żeby sprawdzić, u kogo zostały one "poprawione” w stosunku do tego, co na ogół wypada. - Statystycznie prawdopodobieństwo wypadnięcia każdej cyfry jest takie same - wyjaśnia dr Matthias Wibral. Trudno więc stwierdzić, czy dana cyfra jest prawdziwa, czy nie, ale można sprawdzić, czy u kogoś np. szóstki nie występują za często. 
 

Wyniki analiz były jasne, a tendencja bardzo wyraźna: okazało się, że osoby, które otrzymywały wcześniej testosteron, były mniej skłonne do kłamstwa (chyba, że osoby bez testosteronu mają większe szczęście w kości...).




Testosteron występuje u mężczyzn i kobiet, chociaż u pań w dużo mniejszej ilości. Wiele wcześniejszych badań wskazywało, że zwiększe libido, odpowiada za muskularną budowę ciała i skłonność do podejmowania ryzyka. Ma także wpływać na potrzebę wywierania wrażenia na innych.




Okazuje się jednak, że testosteron ma też pozytywne działanie. Naukowcy podejrzewają jednak, że uczciwe zachowanie nie było bezpośrednim skutkiem testosteronu. Była nią raczej potrzeba dumy z siebie i utrzymania pozytywnego wizerunku u innych. Cóż, każdy powód do uczciwości jest dobry.

Wydrukuj tę wiadomość

  Koks dla amatorów
Napisane przez: SCREAM - 06.02.2021, 14:37 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Odpowiedzi (1)

Anna koksuje od pięciu lat. Czyli zażywa w tabletkach lub wstrzykuje w udo steroidy anaboliczno-androgenne. Na ogół oxandrolone i winstrol – sterydy stosowane w medycynie jako lek zapobiegający utracie masy ciała u chorych na AIDS, po chemioterapii lub przewlekłych chorobach zakaźnych. Czasem robi też kilkumiesięczną „kurację” z zastrzyków propionatu testosteronu, czyli syntetycznego hormonu męskiego. Wszystko to kupuje na czarnym rynku, czyli od trenera w swojej siłowni. Miesięcznie wydaje ponad tysiąc złotych. Do tego kilkaset na odżywki i suplementy diety. Po co? Aby zyskać siłę i masę, a przede wszystkim wyrobić rzeźbę. Rzeźbę już ma: sześciopak na brzuchu, pośladki jak kamień, wyraźnie zarysowane wszystkie mięśnie ciała. Żadnej tkanki tłuszczowej, żadnej wody zatrzymanej w organizmie. Tylko muskuły i widoczne żyły. Ma też sztucznie zagęszczane blond włosy i piękne zęby. Na koncie liczne sukcesy jako fitneska (trenerka fitnessu) i ambicje, aby zostać zawodową kulturystką. No i ma chorobliwą obsesję na punkcie własnego wyglądu.



Żyjemy w czasach kultu ciała. Gonimy za idealnym wyglądem, często idąc na skróty. Doping u zawodników wyczynowych ma poprawić wyniki sportowe. Wśród amatorów chodzi przede wszystkim właśnie o wygląd – opowiada Michał Rynkowski, dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Nielegalne sterydy, stosowane przede wszystkim jako doping przez zawodowych sportowców, znalazły swoje miejsce również wśród sportowców amatorów. W siłowniach i fitness clubach kwitnie handel anabolikami. Coraz częściej sięgają po nie kobiety. Rynkowski nie ma wątpliwości, że problem jest, choć jego skala nie jest znana. – Wśród sportowców wyczynowych przeprowadzamy kontrole antydopingowe. Półświatek amatorów zażywających sterydy jest hermetyczny i niekontrolowany. Niewiele o nim wiemy. Trudno oszacować skalę …



W Polsce ta skala jest zapewne zbliżona. I może rosnąć, bo im bardziej Polacy stają się aktywni sportowo, tym większe prawdo podobieństwo, że ćwiczący natkną się na substancje, które szybko pomogą im w osiągnięciu wymarzonej sylwetki. – Koksują wszyscy: trenerzy na siłowni, kibole klubów piłkarskich, kobiety, nieletni, a nawet policjanci, wojskowi i anty terroryści. Bez towaru nie ma po co wychodzić na scenę, bo większość kulturystów i fitnesek, przygotowując się do zawodów, koksuje na potęgę – wyznaje prawdę Robert. Nie chce podać nazwiska, prosi o zmianę imienia, bo, jak mówi, będzie skończony w swoim środowisku. – Z kupnem nie ma problemu. Wystarczy trochę pochodzić na siłkę i rozejrzeć się wokół. Najbardziej przypakowany trener na pewno coś o sterydach wie. Jak dobrze pogadasz, rozpisze ci kurację a towar załatwi od razu – opowiada. Nie, to nie jest tak jak z posiadaniem marihuany lub innych narkotyków. Ze sterydami nikt się nie kryje.



Głównie dotyczyło to dyscyplin siłowych, jak podnoszenie ciężarów, kulturystyka i rugby. W Polsce nikt nie bada sportowców amatorów, ale z badań przeprowadzonych w Danii i Holandii wynika, że około 30 proc. osób korzystających z klubów fitness i siłowni stosuje sterydy. W Polsce ta skala jest zapewne zbliżona. I może rosnąć, bo im bardziej Polacy stają się aktywni sportowo, tym większe prawdo podobieństwo, że ćwiczący natkną się na substancje, które szybko pomogą im w osiągnięciu wymarzonej sylwetki. – Koksują wszyscy: trenerzy na siłowni, kibole klubów piłkarskich, kobiety, nieletni, a nawet policjanci, wojskowi i anty terroryści. Bez towaru nie ma po co wychodzić na scenę, bo większość kulturystów i fitnesek, przygotowując się do zawodów, koksuje na potęgę – wyznaje prawdę Robert. Nie chce podać nazwiska, prosi o zmianę imienia, bo, jak mówi, będzie skończony w swoim środowisku. – Z kupnem nie ma problemu. Wystarczy trochę pochodzić na siłkę i rozejrzeć się wokół. Najbardziej przypakowany trener na pewno coś o sterydach wie. Jak dobrze pogadasz, rozpisze ci kurację . a towar załatwi od razu – opowiada.



Robert też koksuje. Od 12 lat. Zaczął jeszcze w technikum od popularnego mietka, czyli metanabolu, w medycynie przepisywanego chorym na zanik mięśni, cukrzycę lub anoreksję. Jak twierdzi, robi to z głową. Nie przekracza dawkowania, pamięta, żeby robić przerwy na regenerację wątroby i odblokowanie, czyli przywrócenie do normalności produkcji naturalnego testosteronu przez organizm i wrócenie równowagi połączeń podwzgórze – przysadka mózgowa – jądra. Uważa też, żeby nie doprowadzić do ginekomastii, czyli powiększenia piersi na skutek wzrostu produkcji przez organizm estrogenu, czyli hormonu kobiecego. Na tę przypadłość zażywa profilaktycznie kolejne sterydy. Twierdzi, że jest odpowiedzialny, bo na trzy lata przestał zażywać sterydy, gdy z żoną planowali dziecko. Chciał się „oczyścić”, aby móc począć zdrowego potomka. Dziś ich córka ma półtora roku. Rozwija się prawidłowo. Robert do koksu wrócił i, jak mówi, tym razem „na grubo”. Czyli zażywa hormon wzrostu, a żeby efekt był jeszcze lepszy, kurację wspomaga zastrzykami z insuliny. Martwi się tylko, bo jego żona, w pogoni za sylwetką sprzed ciąży, też sięgnęła po koks. Na razie zażywa łagodne sterydy w tabletkach, ale coraz częściej przebąkuje o testosteronie. Na to Robert na pewno się nie zgodzi. W końcu nie chce, żeby żonie wyrosła broda.



– U mężczyzn w początkowej fazie zażywania skutki uboczne są mniej widoczne niż u kobiet, bo substancje anaboliczno-androgenne zmierzają w tym samym kierunku co męskie hormony. Ciało przybiera pożądany męski kształt, pięknie eksponują się mięśnie. Ale z czasem sterydy działają z ogromną szkodą dla zdrowia – tłumaczy prof. Jerzy Smorawiński, specjalista medycyny sportowej, rektor AWF w Poznaniu. I wylicza zagrożenia: – Zmniejsza się produkcja naturalnego testosteronu, zaczyna się wytwarzać estrogen. Rośnie biust, zmniejszają się jądra, zmniejsza się ilość i słabnie jakość plemników. U kobiet konsekwencje widać znacznie wyraźniej i znacznie szybciej. Sylwetka nabiera męskich kształtów, zmniejsza się biust, rozbudowuje klatka piersiowa, wyraźnie widać żyły. Szybko zaczyna się łysienie, widoczny zarost na brodzie, rozszerzenie porów skórnych, trądzik, głos staje się niski. Do tego występuje deformacja narządów płciowych, czyli przerost łechtaczki. Z czasem dochodzi do zaburzeń cyklu menstruacyjnego i zaburzenia owulacji. Organizm przestaje produkować jajeczka, co prowadzi finalnie do bezpłodności.



Smorawiński przestrzega też przed zaburzeniami psychiki. Sterydy bowiem otępiają i ogłupiają. Sterydziarze co do zasady są bardziej agresywni. Nie kontrolują wybuchów złości. Specjaliści nazywają ten stan szałem steroidowym, a ci, którzy popadli w konflikt z prawem, chętnie wykorzystują argument, że działali niepoczytalnie, gdyż byli pod wpływem anabolików. Dlatego spożywanie sterydów pomieszanych z alkoholem modne jest wśród kiboli przed tzw. ustawką, czyli planowaną bitwą.



Półświatkiem nieszczególnie wstrząsnęła wiadomość sprzed lat o śmierci Vadima Bielajewa, kulturysty o pseudonimie Bokito. Według wyjaśnień na forum internetowym Atleci.pl, zamieszczonych przez jego partnerkę Katarzynę, także kulturystkę, „Bokito” zmarł w szpitalu na skutek duszności i niewydolności płuc. Organizm nie reagował na kolejne silne antybiotyki. W dodatku lekarze nie byli w stanie wyregulować bardzo wysokiego poziomu cukru we krwi. Pacjent postanowił wyregulować go sam. Ale chwilę potem zaszła konieczność podłączenia kulturysty do respiratora i wprowadzenia w stan śpiączki farmakologicznej. Kilka godzin później zmarł. Nikt nie ma wątpliwości, że pośrednią przyczyną śmierci były właśnie sterydy anaboliczno-androgenne, od których „Bokito” bynajmniej nie stronił. Na forach internetowych czytamy, że był dla wielu autorytetem w dziedzinie stosowania anabolików. Ktoś inny dopisał, że jak na takiego hardcorowego koksiarza i tak długo pożył (32 lata). Większość jednak obwinia lekarzy, że nie umieli wyleczyć kulturysty. Niektórzy potraktowali to jako wypadek przy pracy. „Przegniesz z koksem – musisz umrzeć. Wszyscy wiemy, jak jest” – pisze na forum rzekomy znajomy „Bokita”. Sam, jak zapewnia, z koksem uważa, nie przesadza. Bo przecież wszystko jest dla ludzi, ale z głową.

– Ci, którzy szprycują się sterydami, stracili głowę, a mogą stracić też życie – kwituje prof. Jerzy Smorawiński. I wyjaśnia: – To nie lekarze są winni. Ci ludzie sami narażają się na choroby i nieodwracalne uszczerbki na zdrowiu. Również na śmierć. Zażywanie steroidów prowadzi do marskości i nowotworu wątroby, nowotworu gruczołu krokowego, schorzeń kardiologicznych, zawału serca, miażdżycy. Na to umierają ci, którzy biorą sterydy niezgodnie z ich przeznaczeniem.



Anna edukuje się sama. Tak jak większość sterydziarzy. Słucha się trenera, dużo czyta w internecie. Przeczytała nawet książkę medyczną o anatomii człowieka. Jej zdaniem chorują i umierają tylko ci, którzy popełniają błędy. Nie wiedzą, jak prawidłowo brać sterydy. Ona błędów na pewno nie popełni. Przecież dba o zdrowie – ćwiczy codziennie, przestrzega diety. Bo wiadomo, bez tego żaden steryd nie pomoże. O dzieciach nie chce słyszeć, ma przecież dopiero 27 lat. Chce się za to cieszyć świetną formą. A skutki uboczne, jak twierdzi, można łatwo zatuszować. Wypadające włosy to pryszcz dla dobrego fryzjera. Na zepsute zęby można nałożyć porcelanowe licówki, a trądzik ukryć pod makijażem. Zastanawia się też nad plastyką łechtaczki i warg sromowych, bo te coraz bardziej puchną, niewygodnie wystają. I tylko czasem, jak przyznaje, wstydzi się odezwać, bo rozmówcy dziwią się, że z ust szczupłej blondynki płynie tak niski, tubalny głos. Ale nie głos jest przecież najważniejszy. Priorytetem są siła, masa i rzeźba.
.…Bierzesz jak dziecko , wyglądasz jak dziecko…


CAŁY ARTYKUŁ NA https://ciemnastronamocy.pl/https-forum-...2877-html/

Wydrukuj tę wiadomość

  KORTYZOL–KATABOLIK CZY ANABOLIK?
Napisane przez: SCREAM - 30.01.2021, 13:02 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

KORTYZOL–KATABOLIK CZY ANABOLIK…?





Tak jak testosteron jest hormonem bodaj najbardziej ulubionym przez sportowców, tak kortyzol – najbardziej znienawidzonym.



Wszyscy wiemy, że testosteron to hormon anaboliczny, czyli taki, który pobudza procesy gromadzenia białek mięśniowych – a tym samym – przyczynia się do rozwoju siły i masy naszych muskułów. Natomiast kortyzol okrzyknięto hormonem katabolicznym i przeciwnikiem testosteronu, znoszącym dobroczynną aktywność tego drugiego na mięśnie.



W tej sytuacji, wydawałoby się, że – im niższy poziom kortyzolu – tym szybszy rozwój muskulatury. Z tego też powodu, wielu sportowców dąży do drastycznego ograniczenia jego wytwarzania, sięgając przy tym nawet po różne sposoby farmakologiczne. Jednak badania naukowe i obserwacje kliniczne wskazują jednoznacznie, że zbyt niski poziom kortyzolu może być równie zgubny dla muskulatury, jak jego namiar. Na przykład – między innymi – typowymi objawami choroby Addisona (niewydolności kory nadnerczy i niedoboru kortyzolu) są: narastające zmęczenie i osłabienie mięśni, spadek masy mięśniowej i bóle mięśniowe. Natomiast w chorobie Cushinga, w permanentnym stresie oraz podczas terapii sterydami przeciwzapalnymi, czyli w sytuacjach związanych ze znacznym nadmiarem kortyzolu (lub jego pochodnych), pojawia się skrajne osłabienie mięśni, dramatyczny spadek masy mięśniowej oraz wyraźna, niekorzystna zamiana proporcji – pomiędzy poziomem tkanki mięśniowej a tłuszczowej. Oprócz tego bowiem, że kortyzol hamuje w wysokich dawkach produkcję białek, to do tego sprzyja gromadzeniu tłuszczu zapasowego.



Wszystkie te obserwacje wydają się więc wskazywać na to, co podkreślają też niektóre podręczniki, że kortyzol jest katabolikiem czy antyanabolikiem jedynie w nadmiarze, podczas gdy w niskich zakresach wartości fizjologicznych – anabolikiem.







Jak to kiedyś tłumaczono…



Testosteron działa anabolicznie w ten sposób, że wiąże się z receptorem androgenowym (AR) w komórkach mięśniowych, co prowadzi do utworzenia tzw. czynnika transkrypcyjnego. Teraz, taki czynnik transkrypcyjny oddziałuje na odpowiednie geny, pobudzając je do produkcji różnych białek mięśniowych, bo każdy gen zawiera w sobie ‘przepis’ na jakieś białko.



Oprócz testosteronu, receptory androgenowe wiążą też inne męskie hormony płciowe (androgeny) lub ich syntetyczne analogi – tzw. steroidy anaboliczno-androgenne. To właśnie z tego powodu – trzy hormony: androstendion, dehydroepiandrosteron (DHEA) i dihydrotestosteron (DHT), jak również liczne leki, takie jak np. Metanabol czy Stanazol, działają anabolicznie – podobnie do testosteronu. W przypadku jednych – działanie to może być silniejsze, w przypadku innych – słabsze. Jeżeli jakiś związek działa podobnie, ale słabiej od właściwego (modelowego) hormonu, nazywamy go agonistą częściowym. Jeżeli silniej – superagonistą. W tym przypadku – androstendion i dehydroepiandrosteron są właśnie agonistami częściowymi, zaś dihydrotestosteron oraz steroidy anaboliczno-androgenne – najczęściej – superagonistami.



Ponieważ jednak wszystkie receptory steroidowe są do siebie bardzo podobne, dlatego receptory androgenowe wiążą też żeńskie hormony płciowe – estradiol i progesteron. Jeżeli jakiś związek wiąże receptor danego hormonu, ale jego aktywność jest bardzo niska lub równa zeru, wtedy mówimy o nim – jako o antagoniście (przeciwniku). Wszystko z tego powodu, że – zajmując miejsce na receptorze i blokując dostęp właściwemu hormonowi (przy jednoczesnej własnej, minimalnej lub żadnej aktywności) – przeciwdziała pojawianiu się efektów jego działalności. Definicję antagonisty receptora androgenowego (a tym samym – testosteronu) spełnia progesteron. Natomiast sprawa estradiolu jest nieco bardziej złożona, a wyjaśniam ją drobiazgowo w innym artykule na tej stronie – „Estrogeny – androgenami”.



Pisze to wszystko dlatego, że – przez długie lata – tymi właśnie mechanizmami tłumaczono fenomen odmiennej (kataboliczno-anabolicznej) aktywności wysokich i niskich zakresów wartości kortyzolu…



Podejrzewano, że kortyzol może być częściowym agonistą receptora androgenowego o bardzo niskiej aktywności – dążącej do zera. Kiedy jest go mało w naszym organizmie, wtedy wiąże jedynie wolne receptory androgenowe, występujące w mięśniach, niezajęte jeszcze przez testosteron. (W tkankach występuje najczęściej nadmiar receptorów w stosunku liczby cząsteczek właściwych im hormonów) Teraz, jego cecha częściowego agonisty powoduje, że anabolizm nieznacznie przyspiesza. Kiedy jednak poziom kortyzolu roście – na skutek stresu, przetrenowania czy postępowania farmakologicznego – hormon zaczyna wiązać znacznie większą liczbę receptorów androgenowych, blokując testosteronowi dostęp do nich. A że kortyzol działa niepomiernie słabiej od testosteronu, dlatego dochodzi ostatecznie do zahamowania procesów anabolicznych, przebiegających w komórkach mięśniowych.







Dzisiaj wiemy już więcej…



Choć to wydaje się dziwne – dzisiaj już wiemy, że kortyzol nie wiąże się z receptorem androgenowym. Przynajmniej, jak dotąd, zdolności do takiego wiązania nie wykazano w żadnych badaniach. A dziwne wydaje się to z tego powodu, że – jak wspominałem – wszystkie receptory steroidowe są do siebie bardzo podobne i większość hormonów steroidowych wiąże większość z nich, z tym, że – jak widzieliśmy – z bardzo różnym, końcowym rezultatem. Pomimo tego, okazuje się jednak, że kortyzol może blokować testosteron…



Zasady mechanizmu działania kortyzolu w organizmie są oczywiści takie same, jak testosteronu i wszystkich hormonów steroidowych. Kortyzol wiąże się z receptorami dla glikokortykosteroidów – GR – czym przekształca je w czynniki transkrypcyjne, oddziałujące na geny. Pobudza tu oczywiście geny do produkcji białek, czyli zachowuje się zupełnie tak, jak każdy steryd anaboliczny – np. testosteron. Szkopuł tkwi jednak w tym – jakie białka powstają w komórkach mięśniowych pod wpływem aktywności kortyzolu? Dobrze np. wiadomo, że – na skutek aktywności testosteronu – geny komórek mięśniowych produkują (między innymi) białka kurczliwe włókienek, dzięki czemu rośnie siła i masa naszej muskulatury. Brakuje nam jednak pełnej jasności, co do białek powstających w mięśniach pod wpływem kortyzolu… Wiele wskazuje na to, że – obok białek pożytecznych dla rozwoju siły i masy mięśniowej, takich jak: białka kurczliwe włókienek, enzymy katalizujące procesy energetyczne czy receptory hormonów anabolicznych – powstają jednocześnie białka ograniczające ten proces, takie jak enzymy kataboliczne, rozkładające białka, czy osławiona miostatyna, hamująca rozwój umięśnienia. Wiadomo, że – w wątrobie – powstają pod wpływem kortyzolu albuminy osocza krwi, dostarczające aminokwasów do wzrastającej muskulatury.



Możemy teraz domniemywać, że – przy niskich stężeniach kortyzolu – wzrasta głównie produkcja białek sprzyjających rozwojowi mięśni, natomiast – przy wysokich – ograniczających rozwój.



Ewidentnie potwierdzone przyczyny różnicy leżą jednak w nieco innym miejscu…



Powyższe wyjaśnienie było nam po to potrzebne, aby przybliżyć wspominany wcześniej mechanizm – blokowania kortyzolem – testosteronu…



Pamiętamy: dawniej sądzono, że kortyzol blokuje receptory androgenowe, zaś później dowiedziono, że ten w ogóle nie wiąże się z nimi. Pamiętamy również, że kortyzol wiąże się ze swoim receptorem (GR) i przemienia go w czynnik transkrypcyjny, oddziałujący na geny. Jak się okazuje – GR, aktywowany kortyzolem, nie tylko przyłącza się do właściwych mu genów, ale również do genów właściwych innym hormonom i ich receptorom. Z tą tylko różnicą, że nie pobudza wtedy produkcji białek, jak podczas aktywowania właściwych mu genów, tylko odwrotnie – hamuje. Tak właśnie najprawdopodobniej, na co wszystko wskazuje, kortyzol blokuje testosteron – nie na poziomie receptora, ale na poziomie genomu.



Przy niskich stężeniach hormonu – kompleks kortyzolu z jego receptorem głównie aktywuje właściwe mu geny i stymuluje anabolizm. Natomiast, przy wysokich – blokuje geny właściwe kompleksowi testosteronu z jego receptorem, co ogranicza przebieg procesów anabolicznych.



Dodajmy, że do podobnego blokowania dochodzić może również w przypadku innych czynników transkrypcyjnych, aktywowanych przez inne hormony.



Czynniki transkrypcyjne, powstające w efekcie związania się receptora z hormonem, rozpoczynają procesy anaboliczne w ten sposób, że wiążą się z odpowiednim fragmentem genu, nazywanym: elementem odpowiedzi na hormon (HRE). W przypadku kortyzolu dowiedziono jednak, że właściwe temu hormonowi geny posiadają zarówno pozytywne, jak też negatywne HRE. Kiedy kompleks kortyzolu z jego receptorem (czynnik transkrypcyjny) wiąże się z pozytywnym HRE (nazywanym: GRE), dochodzi – wiadomo – do rozpoczęcia pierwszego etapu anabolizmu białek (transkrypcji), tak jak np. w przypadku działania testosteronu. Kiedy jednak wiąże się z negatywnym HRE, hamuje ten proces. Jak zaobserwowano, dzieje się to na tej zasadzie, że negatywny HRE kortyzolu (nazywany: nGRE) styka się na genie z miejscem wiązania innego czynnika transkrypcyjnego, silnie stymulującego anabolizm, opatrzonego symbolem: AP-1. Wiązanie kompleksu kortyzolu z jego receptorem do nGRE blokuje więc to miejsce i uniemożliwia AP-1 rozwinięcie aktywności anabolicznej.



I znowu możemy domniemywać, że niskie stężenia kortyzolu wpływają jedynie na pozytywne HRE, zaś dopiero wysokie – na negatywne.







Teraz dochodzimy do najważniejszych, ustalonych przez naukę różnic, pomiędzy aktywnością wysokich i niskich zakresów wartości kortyzolu…



Wyżej uprościłem nieco pewne zagadnienia… Napisałem, że hormon steroidowy wiąże się ze swoim receptorem i przekształca go w czynnik transkrypcyjny. W rzeczywistości jednak – najczęściej wygląda to w ten sposób, że dwa receptory wiążą dwie cząsteczki hormonu – a następnie – wiążą się razem ze sobą, tworząc molekułę podwójną – dimer. Z reguły więc – właściwym czynnikiem transkrypcyjnym jest taka cząsteczka podwójna.



Badania ujawniły nam niezwykle ciekawą właściwość kortyzolu… Otóż, okazuje się, że – przy niskim poziomie w organizmie – kortyzol wytwarza w przewadze dimery. Natomiast, przy wysokim – jedna cząsteczka kortyzolu wiąże jeden receptor i działa dalej w postaci pojedynczej biomolekuły, czyli – monomeru.



Komórki naszego ciała (w tym – komórki mięśniowe) zaopatrzone są nie tylko w czynniki transkrypcyjne, będące receptorami hormonalnymi (nazywane fachowo – receptorami jądrowymi), ale również w tzw. pozajądrowe czynniki transkrypcyjne. Ich aktywność anaboliczna nie jest indukowana poprzez bezpośrednie wiązanie z hormonem, tylko – w wyniku działania hormonu na receptor zlokalizowany w błonie komórkowej, inicjujący kaskadę sygnałów, przenoszonych przez wyspecjalizowane przekaźniki. Z punktu widzenia rozwoju siły i masy mięśniowej, bodaj najważniejsze z nich to: NF-kB, AP-1 (już nam znany) i STAT, aktywujące produkcję białek w odpowiedzi na sygnały płynące od takich silnych hormonów anabolicznych, jak: insulina, somatotropina, IGF, MGF, IL-6 czy IL-15.



I tu dochodzimy do sedna zagadnienia… Jak się okazuje – monomery kompleksów kortyzolu z jego receptorem posiadają właściwość wiązania i pozbawiania aktywności tych właśnie czynników transkrypcyjnych. Mechanizm taki znany jest specjalistom pod fachową, anglojęzyczną nazwą – cross talk.



Monomery GR, powstające przy nadmiarze kortyzolu, wykazują przynajmniej jeszcze trzy właściwości – niekorzystne z punktu widzenia rozwoju siły i masy…



Opisując wyżej przemianę receptora w czynnik transkrypcyjny, uprościłem nieco całe to zagadnienie. W rzeczywistości bowiem – receptor nie tylko wiąże hormon a potem spaja się z drugim kompleksem hormonu i receptora, ale dołącza dodatkowo jeszcze pewne białka enzymatyczne, nazywane ogólnie – koregulatorami.



Koregulatory dzielą się na koaktywatory i korepresory. Nie wnikając w szczegóły – koaktywatory luzują otoczę białkową jąder komórkowych (histony) i otwierają czynnikom transkrypcyjnym drogę do genów. Korepresory działają odwrotnie – spajają histony, blokując dostęp do genów. Widać – dbają o to, aby nasze mięśnie nie rosły zbyt szybko…



Jak się okazuje – monomery ograniczają aktywność koaktywatorów, ułatwiając jednocześnie przyłączanie się korepresorów do czynników transkrypcyjnych. Nietrudno zgadnąć, że takie ich właściwość niosą opłakany skutek dla przebiegu procesów anabolicznych.



Kiedy czynnik transkrypcyjny rozpocznie już transkrypcję, wtedy ‘przepis na białko’, zawarty w genie (fragmencie DNA), zostaje przepisany na RNA (transkrypcja – ‘przepisanie’). RNA tworzy teraz tzw. kompleksy inicjacyjne, prowadzące kolejny etap anabolizmu białek – translację – polegającą na wiązaniu (w zgodzie z instrukcją) poszczególnych aminokwasów w długie łańcuchy białkowe. Bardzo ważną rolę w anabolicznej aktywności RNA odgrywa pewien enzym – polimeraza RNA.



I tu znowu wkraczają nasze wszędobylskie monomery GR, które hamują aktywność polimerazy RNA – a tym samym – ograniczają tempo przebiegu procesów anabolicznych.



Wyżej wspominałem o czynnikach transkrypcyjnych, aktywowanych przez hormony za pośrednictwem specjalnych przekaźników. W tym miejscu warto dodać, że najważniejszymi przekaźnikami są tutaj pewne szczególne enzymy – kinazy. Kinazy nie tylko aktywują czynniki transkrypcyjne (a tym samym – pierwszy etap anabolizmu białek – transkrypcję), ale również wspominane kompleksy inicjacyjne, prowadzące drugi etap – translację. Jak widzimy – enzymy te, aktywowane (pamiętamy!) różnymi hormonami anabolicznymi, odgrywają niezwykle doniosłą rolę w procesie syntezy białek, czyli też – w rozwoju siły i masy mięśniowej. Najwięcej chyba można ostatnio wyczytać o kinazie mTOR, gdyż – jak się okazało – enzym ten aktywowany jest przez leucynę, co stanowi podstawowy mechanizm anabolicznej aktywności tego popularnego suplementu diety.



Natomiast, niestety, nasze nieszczęsne monomery GR hamują aktywność całej tej podgrupy kinaz, do której należy osławiona kinaza mTOR.







Co więcej…



Kortyzol nie tylko działa poprzez swój receptor steroidowy, ale również – poprzez inne mechanizmy komórkowe, które też mogą mieć wpływ na różnicę w aktywności wysokich i niskich wartości tego hormonu. Mechanizmy te możemy bowiem podzielić na korzystne i niekorzystne – z punktu widzenia rozwoju siły i masy mięśniowej. Wiadomo jednocześnie, że te korzystne pojawiają się raczej przy niskich stężeniach kortyzolu, podczas gdy niekorzystne – przy bardzo wysokich.



Receptory GR nie tylko egzystują we wnętrzu komórek, ale również rozlokowane są w błonach komórkowych. Kortyzol może więc przekazywać informację za pośrednictwem wspominanych wyżej szlaków sygnałowych, wykorzystujących specjalne przekaźniki. Kortyzol korzysta z dwóch takich szlaków: pierwszego – związanego z przekaźnikiem o symbolu cAMP i kinazą o symbolu PKA, oraz drugiego – związanego z fosfatydyloinozytolami oraz kinazami o symbolach PI3K i Akt.



Oba te szlaki mają poważne znaczenie dla rozwoju muskulatury. Oba prowadzą bowiem do aktywacji odpowiednich czynników transkrypcyjnych w komórkach mięśniowych i stymulacji anabolizmu kluczowych białek – w tym – białek kurczliwych włókienek mięśniowych. Oba wpływają też na wzrost aktywności enzymu produkującego tlenek azotu (NO) – syntazy tlenku azotu (NOS), co (chociaż efekt ten może mieć bardziej złożony mechanizm) jest prawdopodobnie główną przyczyną obserwowanego wzrostu poziomu NO w tkance mięśniowej pod wpływem działania kortyzolu. Zapewne wszyscy wiemy, że tlenek azotu ma duży udział w kształtowaniu naszej muskulatury. Dla tego efektu stosujemy zresztą powszechnie tzw. no-boostery, takie jak np. AAKG. Jego wpływ na rozwój mięśni jest dosyć złożony, co omawiam szeroko w mojej książce – „Legalne Anaboliki”.



Warto nadmienić, że poprzez szlak sygnałowy, związany z kinazą PKA, działa anabolicznie zakazany, aczkolwiek popularny środek dopingujący – Clenbuterol. Natomiast, poprzez szlak związany z PI3K i Akt – kilka silnych hormonów anabolicznych – chociażby insulina czy IGF.



Te efekty anaboliczne niskich zakresów wartości kortyzolu pojawiają się z uwagi na fakt – wysokiej czułości błonowych receptorów GR. Przez wysokie zakresy wartości są one znoszone, gdyż – jak pamiętamy – monomery GR hamują aktywność kolejnych kinaz, powiązanych szlakami sygnałowymi z PKA, PI3K i Akt, a istotnych dla przebiegu anabolizmu białek mięśniowych na poziomie translacji. Wysokie zakresy znoszą też pozytywny wpływ niskich na produkcję tlenku azotu, gdyż obniżają poziom enzymu syntetyzującego NO – NOS.



Jako związek rozpuszczalny w tłuszczach (lipofilny) – kortyzol bardzo łatwo gromadzi się w błonach biologicznych, zbudowanych w przewadze z tłuszczu. Z punktu widzenia rozwoju siły i masy mięśniowej – najważniejsza jest tendencja kortyzolu do gromadzenia się w błonach lizosomów i mitochondriów. Niskie stężenia kortyzolu stabilizują te błony, co wypada niezwykle korzystnie. Jednak wysokie – sprzyjają utlenianiu tych błon i utracie ich stabilności. To jest już fatalne dla mięśni, gdyż organelle te magazynują enzymy kataboliczne, niszczące białka mięśniowe. Kiedy więc błona traci właściwą jej szczelność – enzymy wyciekają do światła komórki, trawią białka i obniżają poziom masy mięśniowej.



Dodatkowo, jak dowiodły badania, mitochondria – z nagromadzonym w błonach, w nadmiarze, kortyzolem – produkują znacznie mniej energii w postaci ATP. Natomiast ATP, jak zapewne wiemy, to źródło energii – napędzające skurcze włókienek oraz anabolizm białek mięśniowych.









Chociaż dzisiaj już w miarę dokładnie poznaliśmy różnice pomiędzy mechanizmami działania niskich i wysokich stężeń kortyzolu, to jednak na usta samo ciśnie się pytanie: „Co nam po całej tej wiedzy…?” Powiem od razu, że nie chodzi tu tylko o ‘sztukę dla sztuki’… Wiedza ta ma być przydatna dla farmakologów – poszukujących nowych leków…



Modnym kierunkiem poszukiwań nowych leków są w ostatnim czasie próby z tzw. selektywnymi modulatorami receptorów steroidowych. Najstarsze leki z tej grupy to selektywne modulatory receptora estrogenowego (SERM), do których należy znany pewnie większości z nas – Tamoksifen. Ostatnio trafił natomiast na rynek pierwszy lek z grupy selektywnych modulatorów receptora androgenowego (SARM) – Ostarine. Istnieją jeszcze selektywne modulatory receptora witaminy D (SVDRM), o których niedawno pisałem, zaś pilnie poszukiwane są właśnie SGRM… – selektywne modulatory receptora glikokortykosteroidowego.







Selektywny modulator receptora steroidowego wykazuje tę cechę, że – w jednych tkankach czy procesach metabolicznych – działa jako agonista danego hormonu, podczas gdy w innych – jako antagonista czy słaby agonista częściowy. Jest to możliwe, dzięki cechom wspominanych wyżej koregulatorów. Pamiętamy bowiem, że te dzielą się na koaktywatory i korepresory transkrypcji, i w procesach anabolicznych działają mniej więcej tak – jak gaz i hamulec w samochodzie. Okazuje się, że każda tkanka posiada specyficzny dla siebie skład koregulatorów komórkowych. Związanie właściwego hormonu lub agonisty hormonu z jego receptorem prowadzi do przyłączenia określonego składu koregulatorów – z przewagą koaktywatorów – i aktywowania transkrypcji. Związanie antagonisty – do przyłączenia głównie lub jedynie korepresorów i hamowania transkrypcji. Natomiast, związanie selektywnego modulatora zwiększa ogólnie zdolność receptora do przyłączania koregulatorów, zaś reszta (aktywacja bądź hamowanie transkrypcji) zależy od tego – czy w komórkach danej tkanki dominują koaktywatory, czy też – korepresory.



Czemu jednak wszystko to miałoby służyć…? Otóż, zapewne wiemy, że testosteron powiększa masę kośćca i muskulatury, ale jednocześnie też – niestety – masę naszej prostaty, co prowadzi do przerostu i dysfunkcji tego gruczołu. Natomiast, modelowy SARM miałby być agonistą receptora androgenowego w kościach i mięśniach, zaś antagonistą – w gruczole krokowym. Dzięki temu – wzmacniałby kościec i muskulaturę, ochraniając jednocześnie prostatę.









Jakie nadzieje natomiast wiążą farmakolodzy – z poszukiwaniem potencjalnych SGRM…? Poszukiwania te biegną tutaj dwoma torami…



W pierwszej kolejności próbuje się znaleźć takie związki, które tworzyłyby jedynie omówione wyżej monomery receptorów GR, powstające zwykle pod wpływem wysokich dawek kortyzolu lub jego syntetycznych analogów. Chodzi bowiem o to, że większość lub wszystkie właściwości przeciwzapalne tych związków, stosowanych jako leki, wynikają z aktywności monomerów GR, podczas gdy niepożądane efekty działania – z aktywności dimerów. Ten kierunek nas jednak zbytnio nie zajmuje, gdyż – jak pamiętamy – to głównie monomery pogarszają stan naszej muskulatury.



Jednocześnie trwają pracę nad otrzymaniem takich molekuł, które – po związaniu GR w komórkach mięśniowych – tworzyłyby tylko dimery, a jednocześnie prowokowały przyłączanie odpowiedniego zestawu koregulatorów, aktywującego jedynie transkrypcję tych genów, które przechowują ‘przepisy na białka’ pożyteczne dla siły i masy mięśniowej, zaś hamującego tych, kodujących białka szkodliwe – np. miostatynę. Takie związki można by zestawiać z kortyzolem lub klasycznymi steroidami przeciwzapalnymi i zapobiegać niepożądanym efektom działania tych leków, głównie zaś zanikom mięśniowym – tzw. miopatiom sterydowym.



Nietrudno zgadnąć, że takie SGRM zainteresują zapewne sportowców…!

Wydrukuj tę wiadomość

  PROBLEM ZANIECZYSZCZENIA ODZYWEK ŚRODKAMI UZNANYMI ZA DOPINGUJĄCE W SPORCIE
Napisane przez: SCREAM - 22.01.2021, 20:22 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

PROBLEM ZANIECZYSZCZENIA ODZYWEK ŚRODKAMI UZNANYMI ZA DOPINGUJĄCE W SPORCIE



Problem zanieczyszczenia odżywek i środków wspomagających, stosowanych przez sportowców, związany jest z potencjalnym niebezpieczeństwem pozytywnych wyników badań antydopingowych u zawodników nieświadomych obecności zakazanych związków w dozwolonych preparatach. Badania przeprowadzone przez wiele laboratoriów antydopingowych na świecie potwierdziły, że problem istniał nie można go lekceważyć.

Na przełomie XX i XXI wieku w wielu krajach odnotowano wzrost przypadków wykrycia nandrolonu w pobranych do badań antydopingowych próbkach moczu sportowców. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii nandrolon stwierdzono w 0,29% badanych próbek.Także w Zakładzie Badań Antydopingowych Instytutu Sportu w Warszawie zaobserwowano coraz więcej próbek pozytywnych z nandrolonem . Podobnie było we Włoszech, co tłumaczono m.in. przyjmowaniem przez sportowców bardzo wysokich dawek suplementów a także odżywek zanieczyszczonych prohormonami i sterydami  anaboliczno- androgennymi. Co ciekawe, we wszystkich próbkach analizowanych



Szerokim echem w świecie sportu odbił się przypadek niemieckiego lekkoatlety, mistrza olimpijskiego z Barcelony w biegu na 5 km, Dietera Baumanna, u którego stwierdzono obecność nandrolonu. Po badaniach przeprowadzonych w laboratorium antydopingowym w Kolonii, poinformowano, że możliwym źródłem zabronionego steroidu była... pasta do zębów. Zidentyfikowano w niej m.in. noran- drostendion  Ten przypadek i wiele innych spowodował, że laboratoria antydopingowe bliżej zainteresowały się problemem możliwości wystąpienia pozytywnych wyników badań antydopingowych u zawodników nieświadomych tego, że mogą przyjmować niedozwolone w sporcie substancje. Wiele doniesień naukowych wskazywało, że tzw. niehormonalne suplementy odżywcze, np. witaminy, minerały i aminokwasy mogą być zanieczyszczone właśnie prohormonami, których producenci nie deklarowali w składzie oferowanych przez siebie preparatów.


Już wyniki pierwszych badań, opublikowanych przez pracowników laboratorium  , potwierdziły ten fakt. W placówce zbadano 153 niehormonalne suplementy na obecność w nich prohormonów. Aż 18 z nich zawierało nie wymienione przez producentów prohormony, z czego w 15 przypadkach były to pro- hormony nandrolonu. Wykryto je w tabletkach, kapsułkach, proszku, ampułkach do picia i roztworach oleistych. Zgodnie z danymi na etykietach powinny w nich znajdować się jedynie: karnityna, kreatyna, witaminy i minerały, Tribulus terrestris, ry- boza, aminokwasy z rozgałęzionymi łańcuchami węglowymi, ketoglutaran ornity- ny, cynk, pirogronian, chryzyna, sprzężony kwas linolowy, ekstrakty roślinne i glutamina . Badania niehormonalnych suplementów na obecność steroidów anabo- liczno-androgennych, prowadzone w laboratorium antydopingowym były kontynuowane w ramach projektu realizowanego na zlecenie MKOl.




Przeanalizowano 634 produkty. Aż 94 zawierały niedeklarowane steroidy anaboliczno- androgenne, co stanowiło 14,8% przebadanych próbek. Najwięcej zanieczyszczonych suplementów było zakupionych w Holandii (25,8%), Austrii (22,7%), Wielkiej Brytanii (18,8%) i USA (18,8%). Co ciekawe, badane suplementy pochodziły od 215 dostawców z 13 krajów, ale zanieczyszczenia dotyczyły preparatów produkowanych wyłącznie w 5 państwach: USA, Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Niemczech.W szwajcarskim laboratorium w Lozannie przebadano 75 suplementów produkowanych przez różne firmy (69 z USA, 6 ze Szwajcarii) i stosowanych przez sportowców. Podzielono je na 8 klas: prohormo- ny; preparaty kreatyny; proteiny i aminokwasy; naturalne produkty roślinne; roślinne diuretyki; preparaty energizujące, witaminy i antyoksydanty; psychostymulanty; spalacze tłuszczów. W 7 z 17 preparatów z grupy prohormonów wykryto inne substancje, niż deklarowane przez producenta, co stanowiło 41% pozytywnych przypadków w grupie prohormonów i 9% w całej grupie przebadanych suplementów. Wśród zidentyfikowanych, a niewymienionych związków były androstendiol, androsten- dion i testosteron. W dwóch przypadkach w ogóle nie stwierdzono w preparatach obecności substancji deklarowanych przez producenta. W grupie psychostymulantów w 2 z 6 preparatów, w składzie których producenci deklarowali obecność ekstraktu z Ephedra lub Ma-Huang, wykryto efedrynę, pseudoefedrynę i kofeinę. W jednym z tych preparatów stężenie efedryny było tak wysokie, że wystarczyło zażyć jedną kapsułkę przed zawodami, aby uzyskać pozytywny wynik kontroli antydopingowej, tzn. by zostało przekroczone dopuszczalne stężenie efedryny w moczu sportowca, tj. 10 Ug/ml.Także badania wykonane przez zespół laboratorium antydopingowego w Seibersdorfie wykazały, że znaczny procent odżywek dostępnych w Austrii zawiera nie- deklarowane przez producentów steroidy (22% z 54 produktów). Zidentyfikowanymi związkami były norandrostendion, no- randrostendiol, androstadiendon i dehydro- epiandrosteron. 



W laboratorium w Bukareszcie przeprowadzono badania 4 preparatów dostępnych w Rumunii spożywanych m.in. przez sportowców, u których wyniki badań antydopingowych były pozytywne. Badano mocz ochotników, którzy przyjmowali przez tydzień, 3 razy dziennie, po 250 mg wymienionych preparatów.W przebadanych przez laboratorium w Bloemfontein 30 odżywkach, dostępnych w sklepach dla sportowców w Republice Południowej Afryki, aż w 12 (40%) wykryto substancje znajdujące się na liście zabronionej WADA. W ośmiu preparatach były to prohormony, a w czterech - stymulanty. Jednak tylko w dwóch przypadkach stwierdzono obecność prohormonów, które nie były wymienione przez producenta. Przeprowadzono również badanie moczu ochotnika, który przyjął preparat zawierający niedeklarowane związki: 19-nor-4-an- drostendion i 4-androsten-3,17-dion. Wyniki pokazały, że wystarczy spożyć tylko jedną kapsułkę (rekomendowana na etykiecie dawka była dużo wyższa), aby przekroczyć dozwolone dla 19-norandrosteronu (metabolitu nandrolonu) stężenie w moczu sportowca, tj. 2 ng/ml. Etykiety na preparatach, w których wykryto stymulanty, informowały jedynie, że w skład tych suplementów wchodzą m.in. ekstrakty roślinne.


O tym, że suplementy mogą być zanieczyszczone nie tylko prohormonami i/lub steroidami anaboliczno-androgennymi, informowały m.in. publikacje pracowników laboratorium z Kolonii. Z przebadanych na obecność stymulantów 110 preparatów, dostępnych na międzynarodowym rynku, ponad 10% zawierało kofeinę lub efedryny, które nie były deklarowane w składzie oferowanych produktów. A spożycie takich suplementów zgodnie z rekomendacją producenta powodowało przyjęcie dziennie 200 mg kofeiny lub 3 mg efedryny



W Zakładzie Badań Antydopingowych w Warszawie przebadano 21 odżywek dostępnych w Polsce, które przyjmowali nie tylko sportowcy amatorzy, ale także zawodnicy kadry narodowej wielu dyscyplin. W 4 przypadkach (co daje 19%) stwierdzono, że przebadane odżywki (wszystkie wyprodukowane w USA) były zanieczyszczone. W dwóch z nich , w których - zgodnie z deklaracją producenta - miały znajdować się jedynie czysta farmakologicznie kreaty- na połączona z cząsteczką kwasu fosforowego i kwasu nikotynowego oraz pirogro- nian i witamina C, znaleziono androsten- dion. Kolejny preparat miał być mieszanką 4-androstendiolu i cyklodekstryny, a zawierał dodatkowo testosteron i 5-andro- stendiol. Czwarty był reklamowany jako czysta kofeina, ale wykryto w nim także androstendion i 19-nor-4-androsten-3,17- dion.


Nie ma też podobnych rygorystycznych przepisów w zakresie produkcji, standaryzacji i kontroli jakości odżywek. Z tego powodu dość często zawierają one substancje niede- klarowane przez producenta. Często nie są nawet jednolite w obrębie tej samej serii produkcyjnej. Na potwierdzenie można przytoczyć badania przeprowadzone w laboratorium w Los Angeles. Przebadano tam 44 kapsułki, pochodzące od 9 producentów, polecane jako preparaty androstendio- nu. W kapsułkach jednej z firm w ogóle nie stwierdzono obecności androstendionu, w innych jego zawartość wahała się w granicach 35-168 mg (a podkreślić należy fakt, że wszystkie przebadane preparaty miały, wg producentów, zawierać 100 mg badanej substancji). We wszystkich kapsułkach wykryto zanieczyszczenia, z tym że w preparatach dwóch firm stanowiły one poniżej 0,1%, w pozostałych powyżej 1%. Ponadto w produkcie jednej z firm stwierdzono obecność testosteronu w średniej dawce 10 mg w kapsułce.



Faktem jest, że suplementy żywieniowe odgrywają znaczącą rolę jako środki wspomagające trening sportowców wyczynowych i mają wpływać na zwiększenie możliwości rozwoju wydolności fizycznej. Z badań przeprowadzonych wśród norweskich sportowców wynika, że głównie trenerzy (58%) i lekarze (26%) zalecają mężczyznom stosowanie odżywek. Podobnie wśród trenujących kobiet, trenerzy (52%) w większym stopniu niż lekarze (37%) decydują o wspomaganiu treningu odżywkami

Wydrukuj tę wiadomość

  ROZGRZEWKA
Napisane przez: SCREAM - 16.01.2021, 17:39 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Odpowiedzi (1)

Niestety wiele osób o tym zapomina, albo traktuje ją, jako zło konieczne. To błąd, ponieważ ćwiczenia rozgrzewkowe przygotowują nas do intensywnego wysiłku i minimalizują ryzyko wystąpienia kontuzji. Ciało, podobnie jak każdą maszynę, zanim wprawi się w ruch, należy dobrze rozgrzać. Badania mówią, że dobrze przeprowadzona rozgrzewka ogranicza ryzyko kontuzji nawet do 70 procent.Nierozgrzane mięśnie, czy więzadła, nie są elastyczne, więc może dojść do ich naciągnięć, a nawet zerwań. Słabiej trzymają one również staw skokowy, czy kolana, więc łatwiej o wszelkiego rodzaju skręcenia czy uszkodzenia w stawach




Stosowanie rozgrzewki opiera się na spostrzeżeniu, że skurcz mięśni w dużym stopniu zależy od temperatury. U ludzi znajdujących się w otoczeniu o niskiej temperaturze obniża się pobudliwość mięśni i ich wydolności. Wpływ rozgrzewki na wydolność organizmu nie ogranicza się tylko do podwyższenia ciepłoty organizmu i jest o wiele bardziej złożony. Należy tu uwzględnić przede wszystkim lokalne zmiany w tkance mięśniowej i układzie więzadłowo – stawowym oraz wpływy bardziej uogólnione, dotyczące pozostałych narządów i całego organizmu. Ze zmian w tkance mięśniowej, powstających pod wpływem wstępnej pracy w rozgrzewce, należy wymienić : zwiększenie ciepłoty i związane z tym obniżenie lepkości wewnętrznej mięśnia, lepsze ukrwienie, zwiększenie pobudliwości, przyspieszenie reakcji energetycznych itd. Wszystko to czyni mięsień bardziej sprawnym, zdolnym do większego i szybszego skurczu. Zwiększenie elastyczności tkanki mięśniowej i więzadeł po rozgrzewce bardzo skutecznie zapobiega urazom mechanicznym kończyn, wykonujących intensywną pracę.
Praca mięśniowa w rozgrzewce wywołuje pobudzenie ośrodków korowych i układu wegetatywnego (kierującego czynnościami narządów wewnętrznych), układu dokrewnego. Powoduje to, jeszcze przed zamierzoną pracą, wzmożenie czynności oddychania i krążenia krwi, oraz zwiększenie ciśnienia tętniczego krwi. Pobudzenie układu sympatycznego (działającego w czasie pracy przyspieszająco na pracę serca, zwiększając ciśnienie tętnicze) i nadnerczy zwiększa wpływy troficzne, co podnosi czynnościowe możliwości tkanki mięśniowej. Wpływy te jednocześnie pobudzają wątrobę do zwiększonego wydzielania cukrów do krwi, polepszając w ten sposób zaopatrywanie pracujących tkanek w substancje odżywcze

Często rozgrzewka w indywidualnych przypadkach nadmiernej reakcji podczas startów jest bardzo ważnym czynnikiem w przestrajaniu psychicznym i fizjologicznym u zawodnika. Istnieje całkowita zgodność co do ogólnego układu rozgrzewki, która powinna składać się z dwóch części : ogólnej i specjalistycznej.




Zadaniem części pierwszej jest ogólne przygotowanie organizmu do pracy, tzn. podniesienie temperatury ciała, rozruszanie stawów i mięśni, pobudzenie układu nerwowego i narządów wewnętrznych itd. Wchodzą tu w grę takie ćwiczenia, jak : lekki bieg oraz różne ćwiczenia gimnastyczne o charakterze rozluźniającym.




Druga część rozgrzewki ma na celu wykonanie właściwej pracy. Stosowane tu ćwiczenia powinny maksymalnie zbliżać się do rodzaju właściwego wysiłku.


CAŁY ARTYKUŁ NA

Wydrukuj tę wiadomość